niedziela, 26 lipca 2026

Czy doktryna reinkarnacji to prawda ? Czy rzeczywiście jakiś element człowieka przechodzi wcielenia ? (Kosmiczne starcie duchów Boga Logosu z inteligencjami hinduistycznymi leninistów)

 Temat "doktryny reinkarnacji" wywołuje od tysięcy lat burzliwe dyskusje. W tym wpisie, a będzie bardzo długi, zebraliśmy wyrywkowy materiał, który to wyjaśnia, i który od wielu lat gdzieś krąży po orbicie, zgodnie ze świętym kodem (Księga Rodzaju 1,20: Przy stworzeniu świata, Bóg powołał do istnienia ptaki, aby latały nad ziemią pod sklepieniem nieba.). Staraliśmy się to jakoś poszeregować, tak by czytelnicy mogli to ogarnąć, zadanie takie jest ogromnie złożone, bo terminologia nie dla wszystkich jest dobrze znana. Jak napisać tekst na kilka stron maszynopisu i zawrzeć w nim wiedzę z dziesiątek książek ? Jak się za chwilkę okaże, w samym Hinduizmie są nurty które "odrzucają doktrynę reinkarnacji", czegoś takiego nie ma w ich opinii, taki fenomen nie zachodzi ! W tym wpisie będzie bardzo dużo filozofii, inaczej się nie da. "Doktryna reinkarnacji" ma swoje korzenie także w nurtach filozoficznych, co za chwilkę pokażemy.

Ojcowie Kościoła podkreślali, że brak jakiejkolwiek pamięci z poprzednich żywotów czyni całą koncepcję bezsensowną i niemoralną (nie da się bowiem „poprawiać” duszy bez świadomości poprzednich błędów). Nawet Orygenes, którego spekulacje o preegzystencji dusz (istnieniu dusz przed narodzeniem) były później potępione, wyraźnie odrzucał reinkarnację jako „obcy Kościołowi Bożemu pogląd” i „błąd metempsychozy”. Proszę zobaczyć wyłuszczone wyrazy: "bez świadomości poprzednich błędów". Tego typu rzeczy, jak te wyłuszczone wyrazy - "wyjaśnia" hinduizm, albo buddyzm, w ich ocenie sprawy wyglądają całkiem inaczej, o czym za chwilkę. Zanim przejdziemy do bardzo poważnej kosmicznej bity duchów Chrześcijan z duchami hinduistyczno buddyjskimi, musimy zacząć od filozofów, którzy niekoniecznie są wyznawcami Chrystusa Logosu, a którzy nie zgadzają się z doktrynami hinduistyczno iluminackimi o ciągłej wędrówce dusz poprzez wcielenia.

Poza katolickimi duchownymi doktrynę reinkarnacji krytykowali także filozofowie (głównie analityczni), protestanccy teologowie oraz sceptyczni naukowcy i filozofowie umysłu. Krytyka ta opiera się przede wszystkim na problemach logicznych (zwłaszcza tożsamości osobowej), braku dowodów empirycznych, braku mechanizmu oraz niezgodności z nowoczesnym rozumieniem świadomości i moralności. Oto najważniejsze przykłady, kilka, z czasów współczesnych (głównie po 1950 r.):

Paul Edwards (1923–2004) Amerykański filozof ateistyczny, redaktor słynnej Encyclopedia of Philosophy. Napisał jedną z najbardziej systematycznych i obszernych krytyk: książkę "Reinkarnacja: krytyczna analiza", jęz. ang.: „Reincarnation: A Critical Examination” (1996, Prometheus Books). Edwards argumentował, że wiara w reinkarnację i karmę jest częścią „fali irracjonalizmu” zalewającej Zachód. Poddał szczegółowej analizie m.in. badania Iana Stevensona i uznał je za niewystarczające. Krytykował brak spójnej teorii mechanizmu reinkarnacji, problemy z tożsamością osobową oraz to, że wiele przypadków „wspomnień z poprzednich żyć” da się wyjaśnić inaczej (błędy, sugestia, oszustwo). My ze swej strony dopiszemy, ze może to być zwykłe odczytywanie informacji innych, wcześniej żyjących osób, odczytywanie z zasobów duchowych, gdzieś jednaj istniejących, odsyłamy do: "Niezwykle delikatna materia pamięci Total Recall w rękach istot duchowych – z Emilcina – „nie jesteśmy w stanie tego znieść” ?!" - idzmy dalej w totalnej nielogiczności tej doktryny.

Peter Geach (1916–2013) Brytyjski filozof analityczny (wpływowy w filozofii języka i logiki). W eseju poświęconym reinkarnacji (w kontekście słynnego przypadku Bridey Murphy) argumentował, że rzekome wspomnienia z poprzedniego życia nie mogą być prawdziwymi wspomnieniami, ponieważ ich „pochodzenie” jest niewłaściwe – nie łączą się z rzeczywistym życiem danej osoby. Jakie są argumenty filozoficzne, powszechne wśród filozofów umysłu, m.in. inspirowane Johnem Lockiem i Derekiem Parfitem ? Te same, które poruszali Ojcowie Kościoła, chodzi o problem tożsamości osobowej — To, kim jesteś, zależy od ciągłości świadomości i pamięci. Bez pamięci poprzedniego życia „nowa” osoba nie jest tą samą osobą — to po prostu inna istota. Reinkarnacja bez pamięci przerywa ciągłość „ja” - tu mamy klucz do amerykańskiego filmu Total Recall z roku 1990 ! Klucz do urządzenia reinkarnacyjnego, pokazanego we wspomnianym filmie, ale o tym za moment.

Filozofowie wymieniają jeszcze: brak jakiegokolwiek mechanizmu naukowego przeniesienia świadomości/duszy. Paradoks populacyjny — liczba ludzi na Ziemi rośnie; skąd biorą się „nowe” dusze? Niesprawiedliwość moralna — kara lub nagroda za czyny, których nie pamiętamy, jest absurdalna ! To by świadczyło na korzyść istnienia "kosmicznego obozu koncentracyjnego" o którym od jakiegoś czasu informujemy. Poniżej przedstawiamy materiały filozoficzne dotyczące argumentu, że tożsamość osobowa zależy od ciągłości świadomości i pamięci. Bez pamięci poprzedniego życia „nowa” osoba nie jest tą samą osobą – to po prostu inna istota (temat filmu Total Recall z roku 1990!). Reinkarnacja bez ciągłości psychologicznej przerywa ciągłość „ja”. Materiały pochodzą z klasycznych i współczesnych tekstów filozoficznych (głównie w polskich tłumaczeniach lub wiernych przekładach).

John Locke (1632–1704) w swoim dziele Rozprawa o rozumie ludzkim (jęz. ang. An Essay Concerning Human Understanding, 1689) sformułował fundamentalną teorię, według której tożsamość osobowa nie polega na tożsamości substancji (ciała czy duszy), lecz na ciągłości świadomości ! Za chwilkę skupimy się na tajemniczej "substancji" kluczu do tej tajemnicy, ale to za chwilkę. Oto kluczowe fragmenty w polskim przekładzie (na podstawie standardowych polskich wydań Rozprawy o rozumie ludzkim, m.in. tłumaczeń z XX w.): „Osobą jest myśląca, inteligentna istota, która ma rozum i refleksję i może uważać się za siebie samą, tę samą myślącą rzecz w różnych czasach i miejscach. [...] To, co stanowi tożsamość osobową, to świadomość. [...] Jeśli ta sama świadomość może towarzyszyć różnym stanom lub działaniom, to te działania należą do tej samej osoby. [...] Pamięć jest tym, co łączy przeszłe działania z obecną świadomością. Bez tej ciągłości świadomości nie ma tej samej osoby.” - takie założenia, bo są to założenia i twierdzenia filozoficzne, są podstawą filmu z Arnoldem i urządzenia tam pokazanego, kadry z tej produkcji umieszczamy w całym tym tekście.

Locke podkreśla, że nawet gdyby dusza lub ciało się zmieniały, tożsamość osobowa trwa tylko tak długo, jak trwa świadomość tych samych myśli i wspomnień: „Nie jest konieczne, aby ta sama dusza indywidualna czy ta sama substancja materialna trwała niezmiennie. Wystarczy, że ta sama świadomość łączy przeszłe i obecne doświadczenia. Gdyby ktoś utracił całą pamięć o swoim poprzednim życiu, nie byłby już tą samą osobą, choćby miał tę samą duszę czy ciało.” W kontekście reinkarnacji argument Locke’a jest jasny: jeśli nowa inkarnacja nie zachowuje ciągłości świadomości i pamięci poprzedniego życia, to nie jest to ta sama osoba !

Jest to nowa istota, która jedynie „dziedziczy” jakąś substancję, ale traci tego (to), co czyni ją „mną”. Co to za tajemnicza "substancja" ? To będzie tematem w dalszej części tego wpisu, bardzo złożona rzecz: "co to jest" - jeśli pamiętacie, to pytanie jest w Biblii bardzo wyraźne !!! To pytanie stawiają sobie w kosmosie Aniołowie, mannę nazywano Chlebem Aniołów- na to wygląda ! Odsyłamy do: "Skąd się bierze miłość do Boga ? Od Stwórcy – filozofia stwarzania ją zwiększa ! Starożytne tajemnice świętego Kodu „kosmicznych Kłosów”. Od teraz zaczynamy wypływać na głębię Oceanu Total Recall - każdy Chrześcijanin niech odmówi modlitwę, każdy zainteresowany i chcący coś z tego zrozumieć, bo rozpoczynamy coś bardzo skomplikowanego ! Twierdzenia powyższe można zmienić albo podejść do nich inaczej...

Derek Parfit (1942–2017) w książce Racje i osoby (Reasons and Persons, 1984; polskie wydanie: Warszawa, PWN 2012, tłum. W.M. Hensel i M. Warchala) rozwija i radykalizuje myśl Locke’a. Parfit jest redukcjonistą – twierdzi, że tożsamość osobowa nie jest „głęboka” ani niezmienna. Liczy się jedynie relacja R –czyli ta "relacja R" to psychologiczna ciągłość (łańcuch powiązanych wspomnień, intencji, przekonań i cech charakteru). Relacja R = stopień, w jakim Twoje dzisiejsze stany psychiczne są powiązane (poprzez łańcuchy wspomnień, charakteru, intencji itp.) ze stanami psychicznymi przyszłej lub przeszłej osoby.

Oto obszerne fragmenty z polskiego tłumaczenia Racje i osoby Derek'a Parfit'a (wybrane i zestawione dla jasności argumentu): „Tożsamość osobowa nie jest tym, co ma największe znaczenie. Liczy się relacja psychologicznej ciągłości i łączności. [...] Gdybyśmy mogli podzielić mózg na dwie części i przeszczepić je do dwóch różnych ciał, powstałyby dwie osoby, z których żadna nie byłaby identyczna z oryginalną – choć obie byłyby z nią psychologicznie ciągłe. To pokazuje, że tożsamość nie jest tym, co się liczy; liczy się ciągłość psychiczna.” Parfit bezpośrednio odnosi się do problemów przetrwania i reinkarnacji scenariuszy: „Wyobraźmy sobie, że po śmierci moja świadomość zostaje przeniesiona do nowego ciała, ale bez żadnych wspomnień z poprzedniego życia. Czy byłbym tą samą osobą? Nie. Byłaby to nowa osoba, która ma jedynie pewien związek przyczynowy z moimi dawnymi stanami psychicznymi. Bez ciągłości psychologicznej nie ma przetrwania tego, co ma znaczenie – czyli mnie samego jako tej samej świadomej istoty.”

W innym miejscu Parfit pisze o tym, co naprawdę się liczy w przetrwaniu: „Jeśli relacja R (ciągłość psychologiczna) zachodzi w stopniu wystarczającym, to przetrwanie jest pełne. Jeśli nie zachodzi – jak w przypadku całkowitej utraty pamięci – to nie ma przetrwania tej samej osoby, nawet jeśli jakaś substancja czy dusza by przetrwała. Reinkarnacja bez psychologicznej ciągłości byłaby zatem nie przetrwaniem mnie, lecz stworzeniem nowej istoty.” (Tak jak w filmie z Arnoldem!) Parfit podkreśla, że w typowych opisach reinkarnacji (zwłaszcza tych, w których nie ma wspomnień) nie zachodzi relacja R w wystarczającym stopniu. Dlatego taka „reinkarnacja” nie chroni przed śmiercią – jest jak śmierć i narodziny nowej osoby. Ostatnie wyłuszczone zdanie jest tematem badań starożytnych cywilizacji ! Kilka lat temu o tym wspominaliśmy, jeśli państwo śledzą nasze wpisy. Temat jest niezwykle interesujący, jednak bardzo niebezpieczny z punktu widzenia chrześcijańskiego.

Peter Geach (1916–2013), brytyjski filozof analityczny, w swoich pracach (m.in. eseje zebrane w God and the Soul) argumentował przeciwko spójności koncepcji reinkarnacji na gruncie tożsamości. W polskim przekładzie i omówieniach jego myśli (m.in. w artykułach filozoficznych) pojawia się następujący argument: „Rzekome wspomnienia z poprzedniego życia nie mogą być prawdziwymi wspomnieniami tej samej osoby, ponieważ ich pochodzenie jest niewłaściwe. Nie łączą się one z rzeczywistym łańcuchem doświadczeń danej świadomości. Dlatego idea reinkarnacji w stylu Bridey Murphy nie tylko nie ma dobrych podstaw, ale ledwo może być sensownie sformułowana.” Geach podsumowuje: „Reinkarnacja nie ma sensu filozoficznego. Jedyną spójną formą przetrwania śmierci jest zmartwychwstanie ciała, które zachowuje ciągłość tej samej osoby.” - wspaniała sprawa ! Cywilizacja Boga z poziomu VII (skali Asimova) ma takie możliwości !

Zestawiając powyższe stanowiska, otrzymujemy spójny filozoficzny zarzut: tożsamość osobowa („bycie mną”) wymaga ciągłości świadomości i pamięci (Locke). Współcześnie sprowadza się to do relacji psychologicznej ciągłości (Parfit). W typowych opisach reinkarnacji tej ciągłości brakuje – nowa inkarnacja nie pamięta poprzedniego życia, nie ma tych samych przekonań, pragnień ani cech charakteru w sposób ciągły. Dlatego nie jest to przetrwanie tej samej osoby, lecz narodziny nowej istoty, która ewentualnie „dziedziczy” jakąś karmę czy skłonności, ale nie jest „mną”. Takie twierdzenia (opisane innym słownictwem ich metafizyki, przynajmniej spor część) wysuwają prawdziwi filozofowie buddyjscy i hinduistyczni, o czym nie chcą słuchać członkowie sekty iluminackiej i Nowej Ery !

Filozofowie buddyjscy i hinduistyczni mają rozbudowane, systematyczne odpowiedzi na zarzut braku ciągłości tożsamości osobowej w reinkarnacji (lub odrodzeniu). Zarzut ten (oparty na Locke’u i Parficie) zakłada, że bez pamięci i psychologicznej ciągłości „nowa” istota nie jest tą samą osobą – więc nie ma przetrwania „mnie”. Buddyzm i hinduizm odpowiadają na to w całkowicie odmienny sposób, bo operują innymi pojęciami osoby i ciągłości. Buddyzm therawady i mahajany odrzuca istnienie wiecznej, substancjalnej jaźni (atman). Nie ma „duszy” ani niezmiennego „ja”, które wędrowałoby z życia do życia. Osoba jest jedynie konwencjonalnym oznaczeniem dla dynamicznego zespołu pięciu agregatów (skandha): formy materialnej, uczuć, percepcji, formacji mentalnych i świadomości. Wszystkie są nietrwałe (anicca) i pozbawione własnej istoty (anatta). Generalnie buddyści i hinduiści są anihilistami, "nie ma nic", w tym "substancji" - tu wkraczamy w sygnalizowane w tytule tego wpisu "kosmiczne starcie duchów Boga Jezusa Logosu z duchami hinduizmu". Ta bitwa jest straszliwa, trwa od tysięcy lat, jej ofiarami są ludzie-dusze skazani-skazane na wieczny "kosmiczny obóz koncentracyjny" !

Jak więc możliwe jest odrodzenie bez wiecznego „ja”? Buddyzm wyjaśnia to przez tajemniczy termin: współzależne powstawanie (paṭiccasamuppada / pratityasamutpada) i prawo karmy, którym nikt nie kieruje, bo jeśli tak to kto ? Demony, aniołowie, Bóg? Nie przenosi się żadna substancja, lecz ciąg przyczynowo-skutkowy – strumień świadomości (citta-santana) lub „ciąg chwil” (kontinuum). Polskie wyjaśnienie z Wikipedii (sekcja „Anatman a reinkarnacja”): „Wbrew pozorom, odrzucenie duszy nie wyklucza w buddyzmie możliwości odradzania się. Zachodzi ono dzięki współzależnemu powstawaniu (paṭiccasamuppāda). (…) Ciągłość zapewnia prawo przyczyny i skutku (karma) – karmiczne nasiona z poprzedniego życia manifestują się w nowym ciele, zależnym od warunków. Strumień świadomości niesie te nasiona, ale nie wymaga trwałego «ja». Jak w metaforze: «To jak gra w bilard – biała bila trafia w kolejną, popychając ją do przodu. Kolejna bila jest różna od poprzedniej, ale przeszła na nią jej energia».”

Jak czytamy w "wyjaśnieniu" hinduistycznym, mamy tu zaprzeczenie całej filozofii chrześcijańskiej i greckiej ! W dalszych częściach tego wpisu hinduiści i buddyści zaprzeczają wszystkiemu co chrześcijańskie i greckie, są całkiem anty i zmierzają do cierpienia anihilizmu, do bezsensu. Podobnie wyjaśnia to portal Study Buddhism (polska wersja): „Buddyjskie wyjaśnienie odradzania się opiera się na naturze umysłu i karmie. Umysł jest strumieniem chwil świadomości. Po śmierci ten strumień kontynuuje się w zależności od karmicznych skłonności. Nie ma potrzeby trwałego «ja» – wystarczy ciąg przyczynowo-skutkowy. Odradzanie się jest jak płomień przenoszony z jednej świecy na drugą: płomień nie jest «tą samą» substancją, ale jest ciągłością procesu spalania.” (Źródło: studybuddhism.com/pl – „Buddyjskie wyjaśnienie odradzania się” oraz „Czym jest reinkarnacja?”).

Jak pisaliśmy, temat jest bardzo skomplikowany, buddyjscy filozofowie (m.in. Vasubandhu, Dharmakirti, Nagarjuna w Madhjamace) odpowiadają, że "(chrześcijański) zarzut nie istnienia reinkarnacji" zakłada zachodnie, substancjalne pojęcie osoby („muszę być tą samą niezmienną istotą”). Buddyzm od początku twierdzi, że takiej substancji nie ma – „ja” jest iluzją (pusta, siunya). Ciągłość jest kauzalna i konwencjonalna, nie ontologiczna. To, co „przetrwuje-idzie dalej”, to karma i skłonności mentalne (saṃskara) to jakaś nieświadomość (chaos), nie osobowa tożsamość w sensie Locke’a/Parfita. Celem nie jest zachowanie „mnie”, lecz przerwanie cyklu (nirvāṇa).

Drodzy Rodacy, drodzy Czytelnicy, już tu i teraz hinduistyczno buddyjskie twierdzenie pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak "reinkarnacja" ! Przechodzi dalej coś co nie jest mną, nie jest naszą osobą ! Koniecznie odsyłamy do bardzo ważnego tekstu, który może to wyjaśniać, tytuł: „Religia Jahwistyczna trydencka, czyli nauka Ojców Kościoła i świętego Tomasza (Tajemnice Atlantydy oraz Roberta Kilwardby – jedno wieczne życie po-reinkarnacyjne?)” - ile można by pisać już teraz, by "wyjaśnić" założenia buddyjsko hinduistyczne w oparciu o Biblię i starożytność, to jest po prostu temat rzeka ! Buddyzm i hinduizm to bardzo skomplikowany system ("morze") przez które-y mało kto da radę przejść, tylko z Chrystusem mamy szansę, inaczej się potopimy w tym oceanie demonicznych teorii. Dla Ojców Kościoła „morze” jest ciemną, straszną głębią, otchłanią, króle­stwem Szatana i demonów. „Skruszone na morzu głowy smoków” (Ps 74, 13) symbolizują moce piekielne. Grzegorz  Wielki nazywa morze „głębinami śmierci wiecznej”, wiecznej męczarni odradzania się jako ktoś inny, nie wy, jako całkiem OBCA osoba ! Zgodnie z założeniami hinduistów !

Jeśli ktoś z państwa  pasie się „nauką” modernistycznych świń, to macie nikłe szanse by zrozumieć starożytną Świętą Biblię ! Oni piszą w swoich książkach o jakichś teoriach powstawania Pisma, o dziwnie „naukowych” historycznych dociekaniach, o różnorakich autorach, niszczą maluczkich swoimi sztuczkami, przykładowo jakoby było kilku Izajaszy, że niby Słowo Boga jest sklejane przez wieki, z kawałków przekazów innych ludów, okolicznych trzód, bajkowych treści zapisanych w tzw. Biblii, to wszystko nie ma pochodzić, albo wręcz nie pochodzi od Ducha Świętego. Idzmy dalej tropem tajemniczej "substancji", którą odrzucają hinduiści i buddyści, nie wszyscy, ale generalnie tak.

W hinduizmie, zwłaszcza w Advaita Vedānta Adi Śankary (VIII wiek), istnieje wieczne, niezmienne Atman (prawdziwe Ja), które jest identyczne z Brahmanem (Absolutem), jest to hinduistyczna "dusza". Indywidualna tożsamość "mnie" jest iluzją (mayą) spowodowaną niewiedzą (avidya). Ten tzw. Atman nie jest umysłem, pamięcią ani ciałem – dlatego zarzut braku pamięci go nie dotyczy. To, co się „reinkarnuje”, to subtelne ciało (astralne, co jest już zaprzeczeniem innych twierdzeń całego hinduizmu, są tam różne nurty), które przenosi tzw. karmiczne nasiona i ślady z poprzednich żyć. Wszystko to jest bardzo zamglone i niepewne, są to bardzo skomplikowane teorie filozoficzne, jak się okazuje. Generalnie jesteście w ich systemie metafizycznym podłączeni do kosmicznej jaźni, i to nie wy się reinkarnujecie, ale strumień tego "połączenia"... - rozumiecie coś z tego ?

Polskie omówienie (na podstawie standardowych tłumaczeń Upaniszad i Śankary): "Subtelne ciało niesie ze sobą karmę i latentne wrażenia (vāsanā). Gdy jīva realizuje, że Ātman = Brahman, cykl samsary się kończy. Pamięć poprzednich wcieleń nie jest konieczna do tożsamości Ātmana, bo Ātman jest poza czasem i zmianą.” (Źródło: omówienia Śankary w polskich publikacjach o hinduizmie, m.in. na stronach jedvaita.com oraz w książkach o Vedānta; por. też Upaniszady w tłumaczeniach polskich, np. Ćhandogja Upaniszad i Brihadaranjaka Upaniszad). W Bhagawadgicie (rozdział 2) Kryszna mówi do Ardżuny: „Jak człowiek zrzuca stare szaty i przywdziewa nowe, tak Ātman zrzuca stare ciała i przybiera nowe. (…) Ten, kto wie, że Ātman jest niezniszczalny, wieczny i niezmienny, nie smuci się z powodu śmierci ciała.” (Źródło: Bhagawadgita, polskie tłumaczenia m.in. Wydawnictwa „Czarna Owca” lub klasyczne przekłady) - tu, niekoniecznie jest mowa o jakiejś "osobie-substancji" tak jak ją rozumie filozofia zachodnia-chrześcijańska, ale o "połączeniu" z Atmanem, i to połączenie nie "umiera".

Dla Śankary i Advaita problem tożsamości osobowej jest pozorny, bo dotyczy tylko poziomu iluzji (maya). Prawdziwe Ja (Atman) jest poza wszelką zmianą i pamięciąnie „reinkarnuje się” w sensie zachodnim. To, co przechodzi, to subtelne ciało z karmą. Indywidualna tożsamość („ja pamiętam / nie pamiętam”) jest konwencjonalna i drugorzędna. Cel nie polega na zachowaniu osobowej ciągłości, lecz na rozpoznaniu, że nigdy nie było odrębnego „ja” – było tylko jedno Atman - połączenie. Buddyzm całkowicie niszczy wierzenia Nowej Ery, czy sekty iluminackiej, rozwiązuje zarzut przez odrzucenie substancjalnego ja – ciągłość jest czysto kauzalna (karma + pratityasamutpada). Nie ma „tej samej osoby” do uratowania; „ja” jest iluzją od początku. - co oznacza brak fenomenu reinkranacji jaki wciskają nam sekty "kosmitów" oraz loże wolnomurarskie.

Obie tradycje hinduistyczna i buddyjska zgadzają się, że zachodnie pojęcie „osobowej tożsamości wymagającej pamięci” jest niewłaściwe do opisu samsary. Powyżej wspomnieliśmy, że „Ciągłość jest kauzalna i konwencjonalna, nie ontologiczna”, to ważne by to wyjaśnić. Zdanie to pochodzi z buddyjskiego wyjaśnienia odrodzenia (reinkarnacji w szerszym sensie samsary) i jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego buddyzm może mówić o ciągłości życia po śmierci, mimo że odrzuca istnienie wiecznej duszy lub niezmiennego „ja”. W buddyzmie nie przenosi się żadna substancja, dusza ani „esencja osoby” z jednego życia do drugiego. Zamiast tego istnieje łańcuch przyczyn i skutków, czego nie rozumieją albo o czym nie mówią sekty Nowej Ery oraz iluminaci ! Jak to wyjaśnić ?

Przykład klasyczny (często używany przez buddyjskich nauczycieli): Wyobraź sobie płomień świecy. Gdy zapalasz od niego drugą świecę, płomień „przechodzi” na nową świecę. Czy to ten sam płomień? Nie – to nowa kombinacja cząsteczek gazu i ciepła. Czy jest między nimi ciągłość? Tak – ale tylko kauzalna: płomień pierwszej świecy był warunkiem powstania płomienia drugiej. Nie ma żadnej „substancji ognia”, która by się przenosiła. Podobnie jest z odrodzeniem: Nie ma „tej samej osoby”, która przechodzi do nowego ciała. Jest ciąg procesów mentalnych i karmicznych, które powodują powstanie nowego strumienia świadomości w nowym ciele. Dlatego buddyjscy filozofowie (np. Vasubandhu w Abhidharmakośa czy Dharmakirti) mówią o strumieniu świadomości (citta-santāna) – dynamicznym ciągu chwil, a nie o stałym podmiocie. Nie ma reinkarnacji w sensie jaki to nam przedstawiają sekty Nowej Ery, czy loże wolnomurarskie ! Generalnie nie ma żadnej "reinkarnacji" bo to nie wy się reinkarnujecie, ale jakieś pozostałości was... śmieci !!! (Mitycznie to "chaos" się reinkarnuje", odpady, jeśli rozumieją państwo znaczenie starożytnego "chaosu") W opinii buddystów nie ma reinkarnacji, od początku, od tysięcy lat jest to ściema, oto jak to wyjaśniają poprawnie.

Buddyzm rozróżnia dwa poziomy prawdy: "Prawda konwencjonalna (saṃvṛti-satya) – poziom codziennego języka i praktyki. Prawda ostateczna (paramārtha-satya) – poziom, na którym wszystko jest puste (śūnya), pozbawione własnej, niezależnej istoty. Na poziomie konwencjonalnym mówimy: „Ta osoba umarła i odrodziła się jako tamta istota”. To jest użyteczne – pozwala uczyć moralności, karmy, współczucia i praktyki duchowej. Bez takiego języka trudno byłoby motywować ludzi do dobrych czynów.

Na poziomie ostatecznym jednak nie ma żadnej „osoby”, która by się odradzała. Jest tylko pusty proces. Dobry przykład (często podawany w buddyzmie): Rzeka. Mówimy „ta sama rzeka Wisła płynie od wieków”. W rzeczywistości woda w rzece cały czas się wymienia. Nie ma żadnej stałej „substancji rzeki”. Mówimy o „rzece” tylko konwencjonalnie – bo jest to wygodne i praktyczne. Podobnie buddyzm mówi o „istocie odradzającej się” – to tylko wygodna konwencja językowa i pojęciowa, a nie opis czegoś naprawdę istniejącego w sposób trwały."

Natomiast słowo „ontologiczna” oznacza: dotycząca rzeczywistego, niezależnego bytu – czegoś, co naprawdę „istnieje” jako odrębna, samoistna rzecz lub substancja. W zachodniej filozofii (Locke, Parfit i wielu innych) ciągłość osobowa jest zwykle traktowana właśnie ontologicznie: musi istnieć coś realnego (pamięć, świadomość, relacja psychologiczna - starożytna substancja), co „trzyma” tożsamość osoby w czasie. Jeśli tego czegoś brakuje – to nie ma tej samej osoby. "Tego czegoś - co to jest?" Co to za tajemnicza "substancja", spadająca z Niebios ?

Buddyzm mówi: nie ma takiej ontologicznej podstawy. Nie istnieje żaden „nosiciel” tożsamości – żadna dusza, żaden niezmienny rdzeń osoby, żadna substancja, która by trwała. Ciągłość jest tylko: kauzalna (jedno powoduje drugie), konwencjonalna (mówimy o niej dla wygody). Dlatego buddyjscy filozofowie nihiliści (zwłaszcza szkoła Madhjamaka Nagarjuny) podkreślają pustkę (śūnyatā) – wszystko, w tym „osoba” i jej „tożsamość”, jest puste, czyli pozbawione niezależnego, samoistnego istnienia - substancji. I tu dochodzimy do "substancji" o którą trwa kosmiczna bitwa !

Istnieje wyraźny i głęboki kontrast między buddyjskim zaprzeczeniem substancji a filozofią Arystotelesa. Jednocześnie starożytna filozofia hinduska ma w tym względzie bardzo zróżnicowane stanowiska – od silnej afirmacji substancji po jej ostateczne zanegowanie na poziomie absolutnym. Prawdopodobnie od początku trwa tam ta walka, między Stwórca i Jego duchami a naukami demonów, które sieją spustoszenie wśród hinduistów, a potem wśród buddystów, odnogi hinduizmu. „Nauki demonów” (gr. didaskaliai daimonion) pojawiają się one m.in. w Pierwszym Liście do Tymoteusza 4:1, jest to "dziegć" od tysięcy lat dodawany do starożytnych filozofii !

Arystoteles (384–322 p.n.e.) w dziełach Kategorie, Metafizyka i Fizyka uczynił pojęcie substancji (gr. ousia) centralnym pojęciem swojej metafizyki. Główne cechy substancji według Arystotelesa: Substancja to to, co istnieje samo przez się (nie potrzebuje innego podmiotu, aby istnieć). Jest podmiotem zmian – rzeczy się zmieniają, ale substancja trwa (np. człowiek starzeje się, ale pozostaje tą samą substancją). Ma istotę (tożsamość) – jest czymś określonym („człowiek”, „koń”, „drzewo”). Istnieją substancje pierwsze (indywidualne byty, np. Sokrates) i drugie (gatunki i rodzaje). Dla Arystotelesa substancja jest podstawową kategorią bytu. Bez substancji nie ma realnego świata – wszystko inne (jakości, ilości, relacje) jest „w” substancji lub „o” substancji. W kontekście osoby: Arystoteles uważał, że człowiek jest substancją złożoną z materii i formy (hylemorfizm). Dusza jest formą ciała – to, co czyni ciało żywym i zorganizowanym.

Buddyzm (szczególnie w wersji madhjamaki Nagarjuny i w therawadzie) całkowicie odrzuca pojęcie substancji w sensie arystotelesowskim. Materialistyczno lenionowska teoria Nagarjuny (żył prawdopodobnie w II wieku n.e.) w dziele Mūlamadhyamakakārikā atakuje ideę svabhāva – „własnej natury” lub „samoistnej substancji”. Twierdzi, że jeśli coś miałoby własną, niezależną substancję, nie mogłoby wchodzić w związki przyczynowe ani ulegać zmianie. Ponieważ wszystko jest uwarunkowane i zmienne – nic nie ma svabhāvy-substancji.

Dlatego buddyzm mówi: Nie ma substancji „osoby”. Nie ma substancji „duszy”. Jest tylko pusty proces (pięć skandh w ciągłym powstawaniu i zanikaniu). To właśnie pozwala buddyzmowi utrzymywać ciągłość kauzalną i konwencjonalną bez potrzeby substancji ontologicznej, "nic nie ma" o czym wspominaliśmy wcześniej. Starożytna filozofia hinduska jest w tej kwestii bardzo zróżnicowana – w zależności od szkoły (darśana). Szkoły afirmujące substancję (realistyczne) to Nyāya i Vaiśeṣika (atomistyczne szkoły logiczne i ontologiczne). W Vaiśeṣika Sūtra Kanady (ok. II w. p.n.e.) istnieje szczegółowa kategoria dravya (substancja), w ich opinii jest dziewięć rodzajów substancji.

 Ich zdaniem substancje są wieczne (w sensie trwania jako kategorie) i mają cechy (guṇa). Szczególnie ważna jest atman – dusza/substancja świadoma, która przechodzi przez kolejne wcielenia. Szkoła Sāṃkhya twierdzi, że są dwie wieczne substancje: Puruṣa – czysta świadomość, niezmienna, wieczna substancja duchowa oraz Prakṛti – pierwotna materia/natura, z której wyłania się cały świat materialny. Dusza (puruṣa) jest substancją, która „wiąże się” z ciałem i umysłem w cyklu piekła samsary. Szkoły negujące lub relatywizujące substancję to Advaita Vedānta (Adi Śankara, VIII w.): jest to stanowisko najbliższe buddyzmowi pod względem ostatecznego wniosku, choć punkt wyjścia jest inny.

Śankara w komentarzach do Upaniszad pisze wprost, że to, co wydaje się substancją (ciało, umysł, indywidualna dusza), jest w rzeczywistości tylko nazwą i formą (nāma-rūpa) nałożoną na Brahman przez ignorancję. Arystotelesowska substancja jest tym, czego w buddyzmie najbardziej brakuje – trwałego, samoistnego podmiotu zmian. Starożytny hinduizm jest podzielony: szkoły realistyczne (Nyāya, Sāṃkhya) są bliższe Arystotelesowi, natomiast Advaita Vedānta jest najbliższa buddyzmowi w tym, że ostatecznie neguje wielość substancji i traktuje indywidualną tożsamość jako iluzję. Buddyzm lenionowsko materialistyczny idzie najdalej – odrzuca substancję całkowicie, zarówno indywidualną, jak i absolutną - wszystko jest niczym, nie ma nic - chaos - tohu va bohu, tu utknęli buddyści.

Skoro nie ma "duszy-substancji indywidualnej" to dlaczego buddyści wierzą w inne wymiary oraz piekła ? Zarówno hinduizm, jak i buddyzm uznają istnienie piekieł (naraka) za realne, ale podejście do „przywoływania zmarłych z zaświatów” jest w obu tradycjach dość ograniczone i różni się od zachodniej nekromancji czy spirytyzmie. W obu tradycjach piekła są realnymi miejscami w kosmologii. W hinduizmie: Najbardziej szczegółowy opis piekieł znajduje się w Garuda Puranie (szczególnie w części Preta Khanda). Opisuje 28 rodzajów naraka (piekieł), gdzie dusze są karane za konkretne grzechy.

W buddyzmie piekła (naraka) są jednym z sześciu lub pięciu stanów egzystencji w samsarze. Szczegółowe opisy znajdują się w tekstach abhidharmy (np. Abhidharmakośa Vasubandhu) oraz w buddyzmie tybetańskim. Istnieją gorące i zimne piekła z bardzo konkretnymi karami. W buddyzmie tybetańskim szczególnie ważne jest Bardo Thodol (Tybetańska Księga Umarłych), które opisuje stany pośrednie po śmierci, w tym możliwość odrodzenia się w piekle. (Przykładowo w ciele bionicznym UFO hybryd, jakie hodują na statkach potworaków !)

Jeśli są dusze udające się do piekieł, to jak to pogodzić z ich filozofią nie istnienia reinkarnacji duszy, jak pamiętamy -coś takiego jak "substancja-dusz" w ich twierdzeniach nie istnieje ? Pytanie to, dotyka samego serca buddyjskiej (i częściowo hinduskiej) filozofii. Wygląda na paradoks: skoro buddyzm mówi, że nie ma duszy (anatman), to jak może być „dusza”, która idzie do piekła?

Buddyzm nie odrzuca , przynajmniej nie wszyscy, w ogóle pojęcia „ja” czy „osoby” na poziomie codziennym. Odrzuca coś bardzo konkretnego: Anatman (anattā) = brak trwałej, niezmiennej, samoistnej duszy/substancji, która byłaby niezależnym „rdzeniem” osoby i przechodziłaby z życia do życia w niezmienionej formie. Nie ma czegoś takiego jak „nieśmiertelna dusza”, która jest wieczna i niezmienna, a potem „wędruje” do piekła lub nieba. Zamiast tego buddyzm mówi o strumieniu procesów (pięć agregatów/skandh: ciało, uczucia, percepcja, formacje mentalne, świadomość). Ten strumień jest w ciągłym ruchu i zmianie. Jak pisaliśmy, buddyzm wyjaśnia to przez współzależne powstawanie (paṭiccasamuppāda) i karmę. Po śmierci ciało się rozpada, ale strumień świadomości i karmicznych śladów (saṃskāra - odpady, śmieci) trwa dalej. Ten strumień, pod wpływem karmy, „wypływa” w nowe narodziny – czasem w piekle (naraka - ufo potworaków). Nie jest to ta sama „dusza”, która przenosi się w całości. Jest to ciąg przyczynowo-skutkowy - chaos.

Buddyści, biorąc to logicznie na tapetę "kłamią w sprawie reinkarnacji" Na poziomie konwencjonalnym buddyzm swobodnie mówi o piekłach, niebiosach, duchach głodnych itp. – bo to pomaga ludziom rozumieć skutki czynów. Na poziomie ostatecznym nie ma żadnej „duszy”, która by tam szła. Jest tylko pusty ciąg uwarunkowań - chaos odpadów. Natomiast w wielu szkołach hinduizmu (np. Nyāya, Sāṃkhya, niektóre nurty bhakti) istnieje atman – wieczna, niezmienna dusza/jaźń, która przechodzi przez kolejne wcielenia i może trafić do piekła (naraka) lub nieba. Filozofia buddyjska jest zagmatwana i często sprzeczna ze sobą, buddyzm mówi: „Nie ma duszy, która idzie do piekła. Jest proces, który pod wpływem złej karmy doświadcza stanu piekielnego. "To nie jest ta sama dusza, która „wędruje”. To jest jak fala na oceanie – jedna fala zanika, a kolejna powstaje pod wpływem wiatru (karmy). Fala nie jest tą samą substancją, ale jest ciągłością ruchu - czyli jest zgodny z filozofami europejskimi, których cytowaliśmy na wstępie ! To nie ta sama osoba się inkarnuje, albo idzie do innych wymiarów, do piekieł !

Co dokładnie mówią europejscy filozofowie? Przypomnijmy krótko ich stanowisko: John Locke: tożsamość osobowa opiera się na ciągłości świadomości i pamięci. Jeśli ktoś nie pamięta poprzedniego życia, to nie jest tą samą osobą. Derek Parfit: liczy się nie „tożsamość numeryczna” (bycie tą samą substancją), lecz relacja psychologicznej ciągłości (Relation R). Jeśli tej ciągłości brakuje – to nie ma przetrwania tej samej osoby. Peter Geach: rzekome wspomnienia z poprzednich wcieleń nie mogą być prawdziwymi wspomnieniami tej samej osoby, bo ich „pochodzenie” jest niewłaściwe. Reinkarnacja bez ciągłości psychologicznej nie ma sensu. Ich wspólny wniosek: jeśli nie ma pamięci i psychologicznej ciągłości, to nie jest ta sama osoba, która żyła wcześniej.

Buddyzm zgadza się z częścią zarzutów europejskich filozofów, ale dochodzi do zupełnie innych wniosków. Europejscy filozofowie traktują brak ciągłości psychologicznej jako problem (bo chcą uratować ideę przetrwania tej samej osoby). Buddyzm traktuje to jako prawidłowy stan rzeczy i rozwiązuje go inaczej: czy jest to ta sama osoba, która przechodzi dalej, gdzieś do innych ciał? Buddyzm twierdzi, że nie (bo nie ma żadnej substancjalnej osoby), to przechodzą jakieś elementy, nieświadomość chaosu, pozostałość czegoś co nie jest czymś.

Buddyzm mówi: nie potrzebujemy „tej samej osoby”, żeby karma działała, wystarczy ciągłość przyczynowo-skutkowa. Złe czyny w poprzednim życiu tworzą warunki, w których nowy strumień świadomości doświadcza cierpienia w piekle. To jest dokładnie to, co nazwano wcześniej ciągłością kauzalną i konwencjonalną. Co to więc za buddyjska filozoficzna ściema ? Czy to są więc „inne osoby”? Tak i nie – w zależności od poziomu informowania gawiedzi: Na poziomie ostatecznym (paramārtha-satya): to tak – to już nie jest „ta sama osoba”. Nie ma żadnej substancji, która by łączyła poprzednie życie z piekłem. Jest tylko pusty proces.

Na tzw. poziomie konwencjonalnym (saṃvṛti-satya): mówimy o „tej samej istocie”, bo jest ciągłość karmy. To ułatwia nauczanie moralności i zrozumienie skutków czynów. Dlatego buddyzm może jednocześnie mówić: „Nie ma duszy, która idzie do piekła” - „Ta istota cierpi w piekle z powodu swoich poprzednich czynów” Oba zdania są prawdziwe – tylko na różnych poziomach zwodzenia. Mamy tu wiele problemów filozoficznych które rozwiązuje Słowo Boga Logosu. Buddyzm rzeczywiście potwierdza europejskich filozofów w tym sensie, że: zgadza się, że nie ma tej samej niezmiennej osoby/duszy przechodzącej do piekła. To, co cierpi w piekle, nie jest ontologicznie tym samym „ja”, które żyło wcześniej. Różnica polega na tym, że dla Locke’a, Parfita czy Geacha jest to problem (bo chcą zachowania tożsamości osobowej). Dla buddyzmu jest to ic inne myślenie o rzeczywistości, mają rozwiązanie psychologiczno-filozoficzne – bo nigdy nie zakładało istnienia takiej trwałej tożsamości "substancji". Czym więc jest ta "substancja" ("kłosów" - "chleb"), którą odrzucają buddyści i część hinduistów, w oparciu o nauki demonów z Pierwszego Listu do Tymoteusza 4:1 ?

Filozofowie greccy i katoliccy, w tym ogólnie filozofowie europejscy, pokazują, że u Arystotelesa substancja nie jest prostym, statycznym pojęciem, tylko rozwija się warstwami w całym systemie.  Pierwsza warstwa (kategorie): substancja (οὐσία) jest pierwszą i najważniejszą kategorią. To τόδε τι (tode ti – „to oto coś”, konkretna, indywidualna rzecz). Tatarkiewicz podkreśla, że substancja tutaj oznacza jednostkowość i odrębność (ἴδιον, χωριστόν – właściwe, oddzielone). To jest „rdzeń” rzeczy, to, co czyni ją sobą, a nie tylko zbiorem cech. Druga warstwa (zasady substancji): Substancja nie jest już tylko kategorią. Rozpada się na formę i materię. Forma to „to, czym coś jest” (τὸ τί ἐστι), materia to podłoże. Substancja jest ich związkiem. Trzecia, najgłębsza warstwa (energia i możność): Tutaj Tatarkiewicz pokazuje największy postęp Arystotelesa. Substancja ostatecznie wyraża się przez ἐνέργεια (energeia – akt, urzeczywistnienie, o którym wspominają buddyści powyżej) i δύναμις (dynamis – możność). Substancja nie jest czymś statycznym, tylko ciągłym procesem urzeczywistniania się tego, co było w możności. Ruch i stawanie się nie są czymś zewnętrznym wobec substancji – są jej sposobem bycia.

Tatarkiewicz pisze wprost, że Arystoteles nie jest konsekwentnym „realistą rzeczy” w prostym sensie. Substancja u niego jest dynamiczna – to nie „gotowa rzecz”, tylko zasada jedności i ciągłości pomimo zmiany. Z prac filozofów europejskich, odrzucających teorie lenionowsko ewolucyjne wynika jasno, że Arystoteles jest głęboko przekonany o istnieniu substancji i traktuje ją jako fundament całego bytu. Oto dlaczego: substancja jest tym, co wytrzymuje zmianę (w przeciwieństwie do Heraklita) - coś co idzie dalej. Bez niej świat rozpadałby się na nieciągłe momenty. Jest podstawą tożsamości – to, co pozwala powiedzieć, że coś jest „tą samą rzeczą” mimo upływu czasu (człowiek pozostaje człowiekiem, mimo że jego ciało się zmienia ! nie jesteśmy jakimś zbiorem momntów jak twierdzą buddyści i hinduiści - chaosem i szaleństwem nihilizmu, jestęśmy stworzeni, a dookoła nas jest porządek stworzenia pochodzący od Stwórcy !).

Substancja jest ontologicznie pierwotna – wszystkie inne kategorie (jakość, ilość, relacja itd.) mają byt tylko „w stosunku do substancji” lub „dzięki substancji”. Tatarkiewicz podkreśla, że Arystoteles nie dowodzi istnienia substancji w sensie ścisłym – przyjmuje ją jako punkt wyjścia metafizyki. Jest to dla niego coś oczywistego z doświadczenia i z wymogów myślenia: jeśli nie ma czegoś, co trwa i jednoczy, to nie ma w ogóle poznania ani rzeczywistości, jest tylko chaos czyli tohu va bohu ! Arystoteles daje ontologiczne podstawy dla idei trwałej tożsamości osobowej – dokładnie tego, czego brakuje w buddyzmie i co jest problemem w reinkarnacji (jak pokazywali Locke i Parfit). W chrześcijaństwie (1 J 3,2) „przemiana w Chrystusa” zakłada, że istnieje coś, co może być przemienione – jakaś substancja/tożsamość, która nie ginie ! Odsyłamy do: "Czym będziemy po przejściu chrześcijańskich katolickich przygotowań „przypomnienia sobie Pamięci Totalnej – Total Recall” – jogi Chrystusa ?)".

Z prac filozofów europejskich i częściowo greckich wynika: Arystoteles jest pewien istnienia substancji – traktuje ją jako coś realnego i fundamentalnego. Substancja u niego nie jest martwa – ewoluuje od prostej kategorii (tode ti) przez formę i materię aż do dynamicznej energii. Dzięki temu Arystoteles rozwiązuje problem ciągłości pomimo zmiany – dokładnie ten sam problem, który w buddyzmie rozwiązuje się przez zaprzeczenie substancji (anatman). To właśnie dlatego arystotelizm (i chrześcijaństwo, które go częściowo przejęło) może mówić o zmartwychwstaniu jako przemianie substancji, a nie o reinkarnacji strumienia bez substancji, jakichś odpadów, śmieci karmicznych.

Filozofia Logosu, którym jest Chrystus, a która została podarowana Grekom, pokazuje, że u Arystotelesa substancja jest pewnym, realnym fundamentem bytu i tożsamości. To właśnie ta pewność odróżnia ją radykalnie od buddyjskiego „braku substancji” i czyni naszą filozofię bliższą chrześcijańskiej idei przemiany niż buddyjskiej koncepcji pustego procesu czegoś bezosobowego, jakiegoś "ufo potworaka". Sprawy te jednak mogą być dla wielu zbyt trudne, zwłaszcza dla członków sekty Nowej Ery, którzy całkowicie odrzucają filozofie buddyjskie i hinduistyczne, upraszczając to i sprowadzając do jakiejś "bajeczki".

Dla Arystotelesa substancja (οὐσία – ousia) to nie jest po prostu „rzecz” (jak stół czy człowiek). To zasada bytu – to, co sprawia, że coś jest sobą i trwa mimo zmian. Substancja nie jest gotową, nieruchomą „rzeczową bryłą”, która po prostu „jest”. Substancja jest procesem – ciągłym przechodzeniem z możności do aktu. W każdym przypadku substancja to nie „stan końcowy”, tylko ciągły ruch od tego, czym coś może być, do tego, czym jest w pełni, a takie twierdzenia doprowadziły najwybitniejszych filozofów do potencjalnego uznania ewolucji za prawdę, chociaż nie mamy na jej potwierdzenie żadnych dowodów !

Prace europejskich i katolickich filozofów doprowadziły do uznania wyjaśnia, dlaczego Arystoteles może jednocześnie mówić o trwałości i o zmianie: trwałość daje forma (to, „czym coś jest”). Zmiana daje materia + proces urzeczywistniania (energia). Dzięki temu Arystoteles rozwiązuje problem tożsamości osobowej lepiej niż czysta reinkarnacja czy buddyjski strumień bez substancji: W buddyzmie lenionowsko materialistycznym niczego (anatman): nie ma żadnej substancji – jest tylko pusty proces. U Arystotelesa: jest substancja, ale dynamiczna – to nie „ta sama nieruchoma dusza”, tylko ciągłe urzeczywistnianie tego, czym dana istota może być. To właśnie dlatego chrześcijaństwo (1 J 3,2) może mówić o „przemianie w Chrystusa” – zakłada, że istnieje coś (substancja/tożsamość), co może zostać przemienione i doprowadzone do pełni (prosimy sprawdzić: „Czy Chrześcijanie staną się po śmierci fizycznego ciała „kosmitami” ? Zgodnie z teorią „Starożytnych astronautów” ?”)

Substancja u Arystotelesa to nie „gotowa rzecz w szufladzie”, tylko nieustanny proces stawania się tym, czym dana rzecz może być. Nasienie nie „jest” drzewem – ono staje się drzewem. Dziecko nie „jest” w pełni dorosłym człowiekiem – ono staje się nim poprzez proces urzeczywistniania swoich możliwości. To właśnie oznacza słynne arystotelesowskie zdanie: „Byt w możności dąży do bytu w akcie.” Dla Arystotelesa substancja nie jest po prostu „tą konkretną rzeczą”, którą widzimy. To wewnętrzna zasada, dzięki której ta rzecz: jest sobą (a nie czymś innym), trwa jako ta sama rzecz mimo ciągłych zmian (np. człowiek zmienia się od dziecka do starca, ale pozostaje tym samym człowiekiem). Arystoteles nie mówi wprost, skąd ta zasada się bierze – dla niego świat jest wieczny, a substancje pojawiają się i znikają w ramach wiecznego kosmosu.

Tutaj chrześcijaństwo idzie dalej niż Arystoteles i daje wyraźną odpowiedź na pytanie: skąd bierze się substancja / istnienie? W chrześcijaństwie to Bóg daje istnienie-substancję. Kluczowe prawdy chrześcijańskie w tym temacie mówią nam, że: Bóg jest źródłem wszelkiego istnienia. Chrześcijaństwo (szczególnie od św. Tomasza z Akwinu, który połączył Arystotelesa z Biblią) mówi, że Bóg jest samym Istnieniem (Ipsum Esse Subsistens). Stworzenia nie mają istnienia same z siebie. Istnieją tylko dlatego, że uczestniczą w istnieniu Boga - są z nim połączone ! (czy my wcześniej nie pisaliśmy czegoś o jakimś "połączeniu" ? Tak, ale nie z duchami demonami!).

Kościół katolicki naucza, że dusza (która jest formą substancji ludzkiej) nie pochodzi od rodziców, tylko jest bezpośrednio stworzona przez Boga w momencie poczęcia. Dlatego możemy tajemniczo powiedzieć: „Przed narodzinami z wody [i z Ducha – J 3,5] nie istnieliśmy.”. To właśnie tutaj chrześcijaństwo rozwiązuje problem, który mieliśmy przy reinkarnacji i buddyzmie. W reinkarnacji/hinduizmie często zakłada się, że jakaś substancja/dusza (ātman) zawsze istniała i tylko zmienia ciała. W buddyzmie nie ma substancji – jest tylko pusty proces. W chrześcijaństwie jest substancja, ale stworzona – zaczyna istnieć w konkretnym momencie historii dzięki Bogu ("...jedno wieczne życie po-reinkarnacyjne").

Dlatego werset z 1 Listu św. Jana 3,2 ma sens: „obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy.” „Czym będziemy” – to nie powrót do poprzedniego stanu ani wieczna reinkarnacja. To przyszła przemiana substancji, którą Bóg stworzył i którą podtrzymuje, dlatego napisaliśmy tekst: Czym będziemy po przejściu chrześcijańskich katolickich przygotowań „przypomnienia sobie Pamięci Totalnej – Total Recall” – jogi Chrystusa ?.

Temat jest znacznie głębszy, to otchłań ! Jeszcze bardziej zaawansowani filozofowie twierdzą, że jeśli stosujemy tylko logikę i ontologię (bez empirii czy medytacji) to mamy silne argumenty za istnieniem "substancji" wspomnianej w Biblii: zmiana wymaga czegoś, co się zmienia (inaczej mamy tylko strumień zdarzeń bez tożsamości - czyli buddyzm nihilizm). Orzekanie i predykacja wymaga podmiotu (logika wymaga nośnika własności). Nauka i codzienne doświadczenie zakładają trwałe przedmioty (ten sam stół jutro). Bez substancji trudno wyjaśnić jedność, tożsamość przez czas, przyczynowość.

Czysta logika bez duchowości, bez Biblii nie rozstrzyga jednoznacznie tych problemów bo nie widzi rzeczy o których wspomina Zbawiciel. Arystoteles pokazuje, że substancja jest użytecznym i spójnym postulatem dla pewnego typu metafizyki (realistycznej, wyjaśniającej trwałość i wiedzę). Buddyzm materialistyczny, bez ducha, bez duszy anihilistyczny pokazuje, że można zbudować spójny system bez niej, bez substancji – oparty na procesach, relacjach i pustce inherentnej egzystencji, bez logiki stwarzania i Stwórcy.

Arystoteles nie jest całą starożytnością. W starożytnej Grecji istniały różne nurty: Platon zakładał nieśmiertelną duszę jako odrębną, trwałą substancję (coś, co istnieje niezależnie od ciała i przechodzi reinkarnację). Orficy, pitagorejczycy, później neoplatonicy mocno wierzyli w nieśmiertelną duszę. Wiele religii i duchowości starożytnych (w tym niektóre nurty w hinduizmie) zakładało istnienie czegoś trwałego, niezniszczalnego, „boskiego” wewnątrz człowieka. Jeśli więc przyjmujemy założenie, że istnieje coś nieśmiertelnego (dusza, duch, świadomość, które przetrwają śmierć ciała), to tak – to mocno wzmacnia ideę substancji w sensie arystotelesowskim.

Niektórzy neurobiolodzy i filozofowie umysłu mówią, że świadomość nie jest „rzeczowym” bytem w mózgu, tylko procesem relacyjnym między mózgiem, ciałem i środowiskiem. Co to za "relacja" ? W ujęciu substancjalnym najważniejsze jest „być sobą” – mieć swoją własną, niepowtarzalną istotę. W ujęciu relacyjnym najważniejsze jest „być w relacji” – być połączonym, być częścią czegoś większego. To całkowicie zmienia filozofię-duchowość: Zamiast pytać: „Jak ocalić moją duszę?”, pytasz: „Jak pogłębić moją relację z Bogiem / z życiem / z innymi / z całością?” Zamiast myśleć: „Ja jestem ważny, bo mam nieśmiertelną duszę”, myślisz: „To, co we mnie trwa, trwa dlatego, że jest połączone z czymś większym” z Bogiem. W chrześcijaństwie te dwie rzeczy (substancja + relacja) często idą razem, choć w różnych proporcjach w zależności od nurtu, bo i u nas są różne nurty "wodne", tak jak i w innych filozofiach.

Arystotelesowskie pojęcie οὐσία (ousia) zostało w chrześcijaństwie przetłumaczone i zaadaptowane, ale nie w sposób prosty, w dużym uproszczeniu – chrześcijaństwo przyjęło arystotelesowskie pojęcie substancji, ale je zmodyfikowało. Arystotelesowska „substancja pierwsza” (πρώτη οὐσία) – czyli konkretna, indywidualna rzecz, taka jak „ten oto koń”, „ta oto osoba”, która istnieje sama w sobie, nie jest orzekana o niczym innym i stanowi podstawę bytu – ma częściowe odpowiedniki w hinduizmie, ale prawie nie ma w buddyzmie. W realistycznych szkołach (Nyaya, Vaisheshika, Dvaita) – tak, istnieje coś bardzo podobnego do arystotelesowskiej substancji pierwszej. W niedualistycznej Advaita Vedancie – nie. Tam indywidualne rzeczy nie mają ostatecznej, samodzielnej egzystencji. W buddyzmie odpowiedź jest jednoznacznie negatywna we wszystkich głównych szkołach. Buddyzm odrzuca istnienie substancji pierwszej z kilku powodów, są nihilistami i raczej materialistami typu lenionowsko tolkienowskimi, uznają potwory i piekła.

W Metafizyce Λ Arystoteles dochodzi do wniosku, że: musi istnieć substancja pierwsza w sensie najdoskonalszym i najbardziej podstawowym. Tą substancją jest Bóg (Nieruchomy Poruszyciel). Bóg jest czystą aktualnością (ἐνέργεια), nie ma w Nim żadnej materii, nie podlega zmianie i jest wieczny. On jest przyczyną ruchu całego kosmosu (jako przyczyna celowa – świat „dąży” do Niego przez miłość). Jednak nie mówi, że tylko On jest substancją. Mówi coś innego: Istnieją różne rodzaje substancji. Substancje materialne (koń, człowiek, gwiazdy) też są substancjami, ale są złożone (forma + materia) i nietrwałe. Tylko Bóg jest substancją prostą, wieczną i całkowicie aktualną.

Chrześcijaństwo razem z naszą silną filozofią św. Tomasza oparte na Arystotelesie nie jest jedyną tak mocno zaawansowaną „nauką” w opozycji do hinduizmu i buddyzmu razem wziętych. Nie tylko my toczymy kosmiczne zmagania z lenionowsko materialistycznymi duchami, czy demonami wspomnianymi w Pierwszym Liście do Tymoteusza 4:1, są i inne nurty, jednak tomizm (św. Tomasz z Akwinu) rzeczywiście stanowi jedną z najbardziej rozwiniętych i systematycznych metafizyk, które stoją w ostrej opozycji do głównych założeń hinduizmu i buddyzmu. Tomizm jest bardzo mocny w obronie: realizmu ontologicznego (rzeczy istnieją niezależnie) - Koncepcji substancji i formy - Osobowego Boga jako Stwórcy - Nieśmiertelnej duszy jako substancji. Dlatego wielu filozofów i teologów uważa tomizm za jeden z najsilniejszych systemów zachodnich w konfrontacji z buddyzmem i hinduizmem.

Istnieją również inne wysoce rozwinięte tradycje filozoficzno-religijne, które stoją w wyraźnej opozycji lub silnym kontraście wobec hinduizmu i buddyzmu: Judaizm rabiniczny reprezentuje średni do wysokiego poziom zaawansowania filozoficznego. Podkreśla ścisły monoteizm, doktrynę stworzenia, nieśmiertelność duszy oraz zdecydowane odrzucenie panteizmu i reinkarnacji. Stanowi silną alternatywę wobec wschodnich tradycji, choć ma w sobie także nurty reinkarnacyjne. Islam, szczególnie w nurtach falsafa i kalam, osiąga wysoki poziom filozoficznej refleksji. Centralne punkty sprzeciwu to stworzenie ex nihilo, osobowy Bóg oraz odrzucenie panteizmu i buddyjskiej koncepcji anatta (nie-ja). Opozycja jest bardzo silna !

Chrześcijaństwo reformowane (kalwińskie) charakteryzuje się wysokim poziomem zaawansowania teologiczno-filozoficznego. Najważniejsze elementy to suwerenność Boga-Stwórcy oraz zdecydowane odrzucenie wszelkich form panteizmu. Stanowi silną opozycję. Wspomniana współczesna filozofia analityczna (w wybranych nurtach) osiąga wysoki poziom rygoru filozoficznego. Kluczowe punkty sprzeciwu to realizm ontologiczny oraz odrzucenie buddyjskiej koncepcji pustki (śūnyatā) i anatta. Siła tej opozycji jest oceniana jako średnia do silnej. Neoplatonizm (starożytny) reprezentuje wysoki poziom filozoficznej głębi. Wprowadza hierarchiczną wizję bytu z Jednym (To Hen) jako ostatecznym źródłem rzeczywistości. Stanowi średnią opozycję wobec wschodnich tradycji, choć dzieli z nimi pewne intuicje mistyczne.

Chrześcijaństwo tomistyczne LOGOSU jest jednym z najsilniejszych i najbardziej systematycznych systemów filozoficznych stojących w opozycji do buddyzmu i hinduizmu (szczególnie do ich metafizyki pustki i braku substancji). Nie jest jednak jedyny. Judaizm rabiniczny również się sprzeciwia (głównie na gruncie monoteizmu i realności stworzenia), ale robi to w sposób mniej filozoficznie rozbudowany niż tomizm. Większość filozofów analitycznych (nawet po „zwrocie lingwistycznym”) przyjmuje jakąś formę realizmu ontologicznego. Istnieją rzeczy, które mają pewną stabilność, tożsamość przez czas, esencje (Kripke, Putnam). Nawet redukcjonizm (Parfit) nie odrzuca całkowicie pojęcia „rzeczy”. Analitycy często oskarżają buddyzm o „nihilizm ontologiczny”, a buddyści odpowiadają, że analitycy reifikują pojęcia i wpadają w esencjalizm. Jaki jest cel filozofii u hindusitów a jaki u naszych filozofów ?

W opinii naszych europejskich to: działania nalityczne: prawda, klarowność, zrozumienie świata. W Buddyzmie to: duḥkha-nirodha — ustanie cierpienia poprzez zrozumienie natury rzeczywistości. Natomiast Hinduizm (Advaita) twierdzi, że: mokṣa poprzez poznanie jedności atmana z Brahmanem. Wielu analityków uważa cele buddyjskie za „terapeutyczne”, a nie czysto poznawcze — co jest dla nich zarzutem lub zaletą (zależnie od filozofa). Istnieją czasopisma, konferencje i serie wydawnicze poświęcone temu dialogowi, tej bitwie. Coraz więcej analityków uznaje, że buddyzm oferuje poważne alternatywy dla zachodnich założeń (szczególnie w filozofii umysłu i etyce) część przechodzi na stronę wroga. Jednocześnie buddyjscy filozofowie uczą się narzędzi analitycznych (logika, semantyka, metafizyka analityczna) i stosują je do klasycznych tekstów buddyjskich, czasmi prześwituje z nich Ewangelia.

Filozofia analityczna nie jest już tylko „zachodnia”. Od kilku dekad toczy się jedna z najciekawszych i najgłębszych kosmiczno innowymiarowych bitew między tradycjami filozofii "substancji" i "bez niej" — właśnie z buddyzmem (i w mniejszym stopniu z hinduizmem). „Buddyzm odpowiada: jeśli nie ma trwałego „ja”, to cała zachodnia etyka oparta na „prawach osoby” wymaga rewizji.” - chcą rewolucji, usunięcia świętości, ma być pustka, nihilizm ! W zachodniej etyce (szczególnie od Locke’a, Kanta, Rawlsa, współczesnej etyki praw człowieka) bardzo często zakłada się, że: Istnieje coś takiego jak „osoba” (person). Osoba ma trwałe „ja” (tożsamość osobową). To właśnie to „ja” jest nosicielem praw, odpowiedzialności, godności, sprawiedliwości itp. Kosmiczna bitwa trwa, nihiliści chcą zniszczyć wszystko co ma sens, w tym Biblię i Stwórcę !

Buddyzm (szczególnie anattā) mówi: takiego trwałego „ja” nie ma. Człowiek to strumień pięciu skupisk (skandh): ciało, odczucia, percepcje, formacje mentalne i świadomość — wszystko nietrwałe i współzależne. Jeśli to prawda, to cała etyka zbudowana na założeniu „trwałej osoby” traci fundament. Trzeba albo: Znaleźć nowy fundament etyki (buddyjski — współczucie, karma, uwolnienie od cierpienia), albo Przeredagować zachodnie pojęcia praw i odpowiedzialności. To już jest gigantyczna kosmiczna wojna duchowa z demonami, bo to prowadzi nas prosto do jednego z najciekawszych współczesnych sporów w filozofii analitycznej, chodzi o animalism. Animalism i jego główni aktorzy (Eric Olson, David Wiggins, Katherine Hawley i inni) twierdzi mniej więcej tak: "jesteśmy tylko ciałami", jest to zdanie z Biblii i nasz tekst: „I rzekł Pan: Nie będzie przebywał duch mój w człowieku na zawsze, gdyż jest on tylko ciałem.” Rodzaju 6:3 Istnieje na tej planecie jakiś odsetek istot humanoidalnych które są tylko ciałem – to jest coś strasznego.

Wspomnaini animaliści lenionowsko buddyjscy mówią dokładnie tak: "Jesteśmy istotami ludzkimi — czyli zwierzętami biologicznymi (human animals). Nasza tożsamość osobowa = tożsamość biologicznego organizmu. Nie jesteśmy „umysłami” ani „strumieniami świadomości” — jesteśmy ciałami, które myślą." Buddyzm nie mówi wprost „jesteśmy zwierzętami” w sensie animalistycznym, ale ma z tym sporo wspólnego — i jednocześnie się różni. Pod względem ciała obie tradycje są do siebie zbliżone. Animalizm analityczny uznaje, że jesteśmy w pełni zwierzętami biologicznymi. Buddyzm również potwierdza, że ciało stanowi jedną z pięciu skandh — agregatów, z których składa się nasze doświadczenie. Jest to więc wyraźne podobieństwo. Obie perspektywy zgodnie odrzucają również istnienie „ja” jako czegoś transcendentnego wobec ciała. Zarówno animalizm, jak i buddyjska doktryna anattā (nie-ja) negują jakąkolwiek trwałą duszę czy jaźń ponad materialnymi i psychicznymi procesami — co stanowi kolejne podobieństwo.

Znacząca różnica pojawia się jednak w odpowiedzi na pytanie, czy jesteśmy tylko zwierzętami. Animalizm odpowiada na to twierdząco — ontologicznie jesteśmy w pełni i wyłącznie zwierzętami. Buddyzm zajmuje tu bardziej złożone stanowisko: nie jesteśmy „tylko zwierzętami”, ponieważ istnieje karma, ciągły strumień świadomości oraz realna możliwość wyzwolenia i oświecenia. Cel obu podejść jest fundamentalnie różny. Dla animalizmu chodzi przede wszystkim o zrozumienie, czym naprawdę jesteśmy jako istoty biologiczne. W buddyzmie celem ostatecznym jest wyzwolenie z cyklu narodzin i śmierci (saṃsāra), przekroczenie cierpienia i osiągnięcie nirwany. Różni się także etyka. W podejściu animalistycznym etyka często wciąż zakłada perspektywę osoby lub zwierzęcia jako podmiotu moralnego. Buddyjska etyka jest natomiast głęboko zakorzeniona w współczuciu (karuṇā) i dążeniu do systematycznej redukcji cierpienia wszystkich istot czujących.

Nie jesteśmy „tylko zwierzętami” w sensie animalistycznym według buddyzmu, ale buddyzm rzeczywiście zbliża nas do animalizmu w jednym ważnym punkcie: odrzuca ideę, że jesteśmy czymś ponad lub poza naszym ciałem i procesami cielesno-umysłowymi. Dlatego buddyzm zmusza zachodnią etykę do poważnego zastanowienia się, na czym właściwie opieramy prawa, godność i odpowiedzialność, skoro nie ma trwałego „ja”. Wszystkie te filozoficzne odchyły można łatwo obalić, czy to buddyjskie czy nihilistyczno animalistyczne ! Chodzi o argument teleologiczny (z projektu / z celowości) to jeden z klasycznych i najpopularniejszych dowodów na istnienie Boga w filozofii religii. Twierdzi on, że porządek, złożoność funkcjonalna i precyzyjne „dostrojenie” obserwowane w przyrodzie i we wszechświecie wskazują na istnienie inteligentnego Projektanta (Boga), co całkowicie obala założenia buddyjskie jak i animalistyczne obecnych filozofów leninowsko materialistycznych.

Od XX wieku argument przesunął się z biologii na kosmologię i fizykę fundamentalną. Twierdzi on, że fundamentalne stałe fizyczne i warunki początkowe wszechświata są niezwykle precyzyjnie dostrojone do możliwości powstania życia. Gdyby były minimalnie inne – życie (a nawet atomy i gwiazdy) nie mogłoby istnieć. Jest to argument abdukcyjny (wnioskowanie do najlepszego wyjaśnienia), a nie dedukcyjny. Nie mówi „musi być Bóg”, tylko: „biorąc pod uwagę obserwowane dane, hipoteza inteligentnego Projektanta wyjaśnia je znacznie lepiej niż czysto przypadkowe powstanie takiego precyzyjnego porządku”.

Jego siła wynika z tego, że: opiera się na empirycznych danych naukowych (a nie tylko na intuicji). Korzysta z codziennego doświadczenia: wszędzie, gdzie widzimy wysoką złożoność funkcjonalną + precyzję, wnioskujemy o inteligencji (samochód, komputer, zegarek, tekst). Jest szeroko dyskutowany zarówno przez teistów, jak i ateistów w współczesnej filozofii analitycznej. Wielu filozofów (m.in. Robin Collins, William Lane Craig) uważa obecną wersję z dostrojeniem za najsilniejszy współczesny argument teleologiczny. Naukowcy zidentyfikowali ponad 20–30 niezależnych parametrów, które muszą mieć bardzo konkretne wartości. Przykłady: Stała kosmologiczna (energia próżni) – precyzja rzędu 1 do 10 do potęgi 120-tej. Gdyby była nieco większa, wszechświat rozpadłby się natychmiast po Wielkim Wybuchu. Siła grawitacji względem siły elektromagnetycznej – precyzyjne dostrojenie decyduje o tym, czy powstają gwiazdy i planety.

To są rzeczy tak mocno obalające ewolucjonizm, z którego wyrastają nihilizm i animalizm, że ciężko zrozumieć brednie jakie wypisują wspomniani leniniści marksiści materializmu naukowego ?! Do tego dochodzi siła oddziaływania silnego jądrowego – gdyby różniła się o kilka procent, nie byłoby stabilnych atomów poza wodorem. Plus warunki początkowe Wielkiego Wybuchu (gęstość energii, amplituda fluktuacji materii ~2×10 do potęgi minus 5-tej) – ekstremalna precyzja wymagana do powstania galaktyk oraz  niska entropia początkowa wszechświata (według Rogera Penrose’a precyzja rzędu 1 do 10^(10¹²³)). Walka z hinduistyczno buddyjskimi filozofiami i ich europejskimi odpowiednikami leninistów to nie jest klasyczny „spór” w sensie ostrej polemiki, lecz raczej złożona, wielowarstwowa duchowa walka o prawdę ! Jak wiemy PRAWDĄ jest Jezus Chrystus Pan ! Jemu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen !

Linki:

Jednym z najważniejszych linków jest ten o porywaniu dusz ludzkich, umieszczaniu ich w jakichś ciałach: „Rozpad „Atlantów – Atlantydy” na pomniejsze rasy i ludy, pod wodzą ufo kosmokratorów – odwieczne porywanie dusz „mitlakkahat

Ostateczna reinkarnacja w tym jednym życiu – w Duchu – by nie trafić do „kwadratu przestrzeni” bestii Borg 666 (kosmiczne przeprogramowanie w istoty niebieskie jest możliwe – dowody !)

W sprawie reinkarnacji i faktycznego wiecznego życia w ciele anielskim tutaj: „Religia Jahwistyczna trydencka, czyli nauka Ojców Kościoła i świętego Tomasza (Tajemnice Atlantydy oraz Roberta Kilwardby – jedno wieczne życie po-reinkarnacyjne?)

Link o ciałach bionicznych, ale i o przenoszeniu ludzkich dusz w jakieś tajemnicze miejsca polecamy tekst pt.: „Nagrano bioniczne ciało UFO istoty, która wykonywała tajemnicze czynności „murarskie” ! (Kosmiczny pracownik uprawy działa i pracuje ?!)

Hipoteza rzadkiej Ziemi – Paradoks Fermiego„.

Duchowa nauka super Istoty Mesjasza Jeszui, uwalniającego z diabelskiego koła – będącym Logosem i Arche kosmicznej tłoczni (zbawienny wgląd)

Kto zwodzi całą zamieszkałą Ziemię, a Kto ratuje od zwiedzenia (maskirowki) ? Kosmicznych wsioków wybawia Nazaraios !

Super mistyka starożytnego Boga YHWH – Ludzkość jako duchowa monada, z którą w miłości „łoża” połączyła się super potężna Istota Logos ! (III część kosmicznego błota plus: żelazo?)

Czym będziemy po przejściu chrześcijańskich katolickich przygotowań „przypomnienia sobie Pamięci Totalnej – Total Recall” – jogi Chrystusa ?) ,  Czy istnieje technologia „Pamięci absolutnej – alagesometa” (Total Recall’u) z poziomu VII skali Izaaka Asimova ?,

Jesteśmy w kosmosie sami jako ludzkość zbudowana z „gliny-błota”, ale nie jesteśmy sami jako istoty inteligentne ? Ufologia duchów z „okręgów niebieskich” Oceanu ?

Duchowa nauka super Istoty Mesjasza Jeszui, uwalniającego z diabelskiego koła – będącym Logosem i Arche kosmicznej tłoczni (zbawienny wgląd)

Zagubione byty humanoidalne – biologiczne, zwane „ciałami”: „ujrzą Boże zbawienie”? Jak uciec z diabelskiego koła samsary?

Programowalny (duchowy) układ logiczny , lub programowalna (duchowa) sieć logiczna

Czy coś takiego jak „UFO istoty” istnieje ? Super „pałer” Rogu Wybawienia – Jakaś potężna Istota, albo istoty, „wytapiają metale” w kibsian ?!

Następnie w kolejności ważności:

Ostateczna reinkarnacja w tym jednym życiu – w Duchu – by nie trafić do „kwadratu przestrzeni” bestii Borg 666 (kosmiczne przeprogramowanie w istoty niebieskie jest możliwe – dowody !)

Zagubione byty humanoidalne – biologiczne, zwane „ciałami”: „ujrzą Boże zbawienie”? Jak uciec z diabelskiego koła samsary?

Czy coś takiego jak „UFO istoty” istnieje ? Super „pałer” Rogu Wybawienia – Jakaś potężna Istota, albo istoty, „wytapiają metale” w kibsian ?!

Cykl o pamięci Total Recall musi zawierać takie teksty jak:

Starożytni „łaskawi bogowie”, „tasaki morskie” i „dzieci morza” – co się udaje odszyfrować z oceanu pamieci Total Recall ?

Głęboka pamięć Total Recall – wyzwolenie z niepamięci (spiralnego) koła samsary ?

Pamięć absolutna (globalna) Total recall – resety cache i RAM ?

Medytacja, albo kontemplacja świętej Pamięci Total Recall, a to znaczy „polecił im usiąść”

Wszystkie królestwa świata – kosmoi – kto nam wymazuje pamięć Total Recall ?

Klucz do przypomnienia Total Recall’u – Tajemnica kosmicznych symboli Biblii, część IV

Zakazana archeologia, kreacjonizm i psychoanaliza drogą do katharsis

Pamięć nadprzyrodzona – zaawansowane systemy Total Recall’u ?

Poszukiwacze zaginionej pamięci – której nie znają nawet książęta

Tajemnice hinduskich świątyń pamięci Total Recall’u – część I

Zakazana pamięć i tożsamość – Total recall jest możliwy !

oraz ważny artykuł pt.: Część II starożytnych procesów – Odczytywanie świętej duchowej pamięci przedpotopowej planety Adamów

Zakazana geologia to zakazana planetarna pamięć (Duchowy ‚Total Recall’)

Zakazane obrazy świadomości (archeologicznej tożsamości)

Tajemnica doktryn REINKARNACJI jest niezwykle skomplikowanym systemem duchowej filozofi-Argonauta.pl

https://youtu.be/WjyQQ4PqpT4

https://youtu.be/qgbG_q_mS1s?si=NjdnLF5krhszdUZq

https://youtu.be/KHsUy9E3tmw?si=C9eptJW0AlD8qw8u

https://youtu.be/etZnCGEzXtU?si=tCjt1EKhcymxgJwr