sobota, 2 listopada 2013

Kosmos zaczyna się na Ziemi, gdzie są chrześcijanie ?



Zapraszam państwa serdecznie na nową stronę zajmującą się tym jak i innymi tematami powiązanymi z nieznanymi zjawiskami, parapsychologią, ufo, atronomią, zakazaną archeologią, adres tego nowo otwartego portalu to: http://argonauta.pl/

Czym jest tak naprawdę chrześcijaństwo ? Kim tak naprawdę są chrześcijanie ? Na czym polega tajemnica chrześciajństwa ?!

Św. Mateusz pisze: „...oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: "gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzi i przybyliśmy, by oddać mu pokłon"


Ani Pismo Święte, ani najstarsza tradycja nie widzą we wspomnianych tu przybyszach królów. Historycy dziś są zgodni, że owi mędrcy to znani w Babilonii, na dworach Persów i Medów magowie, którzy tam rozwijali aktywną i wielokierunkową działalność, mocno zaznaczając swój wpływ na życie polityczne, religijne i społeczne kraju. Ich zadaniem była interpretacja snów, sprawowanie kultu i wreszcie wyjaśnianie zjawisk przyrody. W tej ostatniej dziedzinie uznawano ich za niekwestionowane autorytety. Z ich też grona wywodzili się zawodowi astrologowie. Znali oni znaczenie zjawisk astronomicznych i w razie potrzeby nadawali im odpowiedni sens. Mędrcy, o których mówi św. Mateusz posiadają wszystkie cechy odpowiadające pojęciu „maga". Przybyli oni ze Wschodu i od początku wiązali swoje przybycie z interpretacją zjawiska astronomicznego. Tyle wiemy na pewno. Otwartym natomiast pozostaje pytanie, co takiego widzieli magowie?

Można przyjąć, że nie chodziło tu o kometę. W symbolice Wschodu kometom przypisywano znaczenie zdecydowanie negatywne - zwiastowały one wydarzenia tragiczne, były zapowiedzią nieszczęść. Gwiazda zatem betlejemska nie mogła być kometą, choć niewątpliwie było to zjawisko rzadkie, lecz ważne, na tyle w każdym razie ważne, by zainteresować astrologów. Takim zjawiskiem występującym co 794 lata mogła być koniunkcja dwóch planet: Jowisza i Saturna - zjawisko obserwowane jako „złączenie się" na niebie tych dwóch ciał niebieskich. Wybitny astronom Jan Kepler obliczył, że w 7 roku p.n.e. miała miejsce potrójna koniunkcja Jowisza i Saturna, czyli kolejno następujące trzykrotne ich „złączenie" w gwiazdozbiorze Ryb. Wielce zatem prawdopodobne jest, że pierwsze ich „połączenie" było dla magów sygnałem, który pobudził ich do naukowej analizy tego zjawiska. A było co analizować: Jowisz w interpretacji Wschodu był gwiazdą królewską, Saturn - gwiazdą żydowską, zaś gwiazdozbiór Ryb był pojmowany jako znak czasów ostatecznych. Dla magów mogło to mieć sens następujący: w kraju żydowskim urodzi się król, będący władcą czasów ostatecznych. Musimy się zatrzymać
przez chwilę przy ówczesnej symbolice Saturna Był on uważany za planetę ludu Izraela, co również wynika z zapisów na zwojach znalezionych w grotach Qumran. Oprócz planet podporządkowywano narodom także gwiezdne konstelacje symbolizujące znaki zodiaku. Tutaj symbolem Żydów były dla przykładu Ryby. Potrójne spotkanie Jowisza z Saturnem, które nazywane jest również „wielką koniunkcją", było niezwykle
rzadkim i ogromnie znaczącym faktem dla przesiąkniętej mistycyzmem i magią mentalności Babilończyków, a zwłaszcza tamtejszych uczonych magów. Ponadto Jowisz, symbol najwyższego babilońskiego bóstwa Marduka, spotkał się z planetą Izraelitów, Saturnem, w znaku Ryb przypisanym Palestynie. Istnieje
ogromne prawdopodobieństwo, iż owo zjawisko mogło być interpretowane jako wskazówka narodzin króla Izraela w Jerozolimie. Idąc śladem tego założenia, możemy dedukować, iż konstelacja owa była tak rzadka i dla magów tak czytelna, że natychmiast wyruszyli oni w drogę, by złożyć należny pokłon nowo narodzonemu królowi. Magowie udali się do Judei, by szukać Zbawiciela. Byli wszechstronnie wykształconymi, wtajemniczonymi, poważnymi poszukiwaczami prawdy, wierzącymi, że poznali pewne zależności między boskimi znakami na niebie a wydarzeniami na ziemi. Ich wiedza tajemna najprawdopodobniej pochodziła od wygnańców żydowskich z czasów pierwszego wysiedlenie Żydów do Babilonu w 597 p.n.e. Zapiski babilońskie określają również bardzo precyzyjnie czas „wielkiej koniunkcji". Konradin Ferrari
d'Ochieppo, idąc w ślad za transkrypcjami z glinianych tabliczek, odnotował, że w czasie, gdy Jowisz po okresie swojej niewidoczności spowodowanej bliskością Słońca, 15 marca 7 roku przed Chrystusem pojawił się ponownie na porannym niebie, słabszemu co do jasności Saturnowi przyszło poczekać na podobne warunki aż do 4 kwietnia 7 roku przed Chrystusem. Oczywiście źródła oryginalne podają owe daty zgodnie z terminologią i systemem kalendarza babilońskiego. W czasie pierwszego spotkania na niebie obie planety były od siebie oddalone o kilka dobrych stopni. Odległość ta jednak zmniejszała się szybko i z początkiem pętli opozycyjnej zakreślanej na niebie przez Jowisza wynosiła już tylko około 2 stopnie. W tabliczkach kalendarzowych szczególnie zaznaczona jest pora tuż przed właściwym położeniem
opozycyjnym, kiedy to 15 września 7 roku przed Chrystusem obie planety równocześnie wzeszły na wieczornym niebie, będąc oddalone od siebie już tylko o 1 stopień. Odległość ta zmniejszyła się następnie aż do kilku zaledwie sekund. Wszystko wskazuje na to, że w tym właśnie czasie Mędrcy rozpoczęli swoją podroż,
gdyż wtedy konstelacja widoczna była przez całą noc. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, iż ich przybycie do Jerozolimy mogło nastąpić dwa miesiące później, a więc gdzieś około połowy listopada.

Istnieją także teorie, według których światło prowadzące Trzech Króli nie jest ani ciałem niebieskim, ani zjawiskiem, nawet nadzwyczajnym, gdyby bowiem było, Gwiazda Betlejemska
musiałaby być tworem posiadającym inteligencję. Przeciwnicy stoją na stanowisku, iż Mędrców ze Wschodu prowadził do Betlejem po prostu gwiezdny anioł lub nawet świetlisty zastęp Aniołów. W Ewangelii św. Mateusza nie ma o tym naturalnie ani słowa. Nie ma też mowy o Aniele, który przyśnił się Mędrcom, ostrzegł ich przed Herodem i kazał wracać do domu inną drogą. A przecież większość chrześcijan jest przekonana, że skrzydlaty stróż pojawił się na końcu tej historii. Tymczasem św. Mateusz pisze: „... otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny..." Osobiście wydaję mi się, iż koniunkcja miała miejsce co jest oczywiste, lecz dodatkowo prowadził ich kosmiczny Anioł, wskazując miejsce narodzin !

Na temat Aniołów zapraszam na ten wpis:

http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/09/kto-obserwuje-ludzkosc.html


[...]Miejsce Najświętsze było miejscem szczególnym w całym Przybytku. Można by rzec, że cała reszta, to tylko dodatek, umożliwiający sprawowanie świętej służby wokół niego. To właśnie ono stanowiło najważniejszą część tej budowli i sens jej istnienia. Miejsce zastrzeżone wyłącznie dla Boga, gdzie miała przebywać chwała Władcy wszechświata (Kapł. 40:34-37)[...]

[...]Bardzo interesujący motyw anielski znajdziemy w datowanych na II-Vwiek po Chr. Zapytaniach Bartłomieja. Wyjaśnione zostaje tu rozdarcie zasłony w najświętszym przybytku Świątyni Jerozolimskiej. To nikt inny, tylko Anioł Zasłony (bardzo ważna funkcja w tradycji judaistycznej) wydobył ognistymiecz i jednym strasznym cięciem rozpołowił materiał, by dać znak kapłanom żydowskim, że intrygami doprowadzilido śmierci prawdziwego Mesjasza.

Zatrzymajmy się nieco dłużej nad postacią Anioła Zasłony i tajemnicą rozerwania się tkaniny w Miejscu Najświętszym, dokładnie w chwili śmierci Boga-Człowieka. Przegrodą oddzielającą Miejsce Święte (nawę) od Miejsca Najświętszego w świątyni była zasłona z kunsztownie wyhaftowanymi cherubinami. Bóg „zamieszkiwał” wewnątrz zasłony, a człowiek na zewnątrz: wisiała tuż przed Arką Przymierza i Przebłagalnią. Odsuwano ją tylko raz w roku, kiedy arcykapłan wchodził do Miejsca Najświętszego w Dniu Przebłagania jako przedstawiciel Ludu Bożego. Zwykłemu człowiekowi wolno było patrzeć na zasłonę, ale nie mógł jej dotykać i zaglądać poza nią. Wydaje się, że w chwili śmierci Jezusa rozerwała się jednak zasłona zewnętrzna (z góry na dół, przez sam środek) w wejściu do nawy, na której wyszyty został cały kosmos (Mk 15,38), ponieważ zwykli wyznawcy nie mieli dostępu do wewnętrznej zasłony. Nad zasłonami sprawiał symboliczną pieczę Anioł Zasłony, trudno powiedzieć w jakim stopniu pozostawał on tożsamy z cherubami wyobrażonymi na haftach wewnętrznej zasłony. Symboliczne znaczenie rozerwanej zasłony jest ważkie teologicznie. Żydzi wierzyli, że za zasłoną mieszka Szehina, Boża Obecność. W chwili rozdarcia zasłony Szehina rozlała się na cały świat, Bóg nie chciał pozostać dalej w ukryciu. Pamiętajmy, iż „rozdzieranie szat” oznacza w tradycji biblijnej ból i lament[...]


[...]Anioł Zasłony patrząc na śmierć Syna Bożego, rozdziera zatem szaty. Czyni to – nie miejmy najmniejszych wątpliwości – na polecenie Ojca. Wyhaftowany kosmos i niebo otwierają się na ludzkość – taka jest wykładnia starochrześcijańska. O rozdarciu zasłony ewangeliści wspominają trzykrotnie (Mt 27,51; Mk 15,38; Łk 23,45)a ponadto do niedawna uważany za św. Pawła autor Listu do Hebrajczyków (Hbr 10,19-20). Apokryfy wspominają,iż kapłani wielokrotnie usiłowali naprawić rozerwaną tkaninę, ale bezskutecznie. Niektóre teksty mówiąo niezwykłej mocy tkaniny: nawet dwa zaprzęgi wołów ciągnące w przeciwnych kierunkach, nie były w stanie jej rozerwać. Tymczasem Anioł Zasłony uczynił to jednym cięciem i raz na zawsze, dokładnie w momencie śmierci Chrystusa, tuż przed szabatem, co jeszcze potęgowało grozę i symboliczność„wylania się” się Szehiny[..].




[...]Św. Augustyn w dziele O Duchu i literze podaje następującą interpretację rozdarcia zasłony przybytku przy śmierci Jezusa: od Starego Przymierza łaska Boża pozostawała ukryta była jakby za zasłoną. Łaska służy uświęceniu człowieka dlatego też Bóg nakazał mu święcić dzień szabatu przez powstrzymanie się od pracy, której uciążliwość jest konsekwencją grzechu. Nakaz ten został zapisany na dwóch tablicach Dekalogu wcześniej przechowywanych w świątyni. Przy śmierci Jezusa zasłona przybytku rozrywa się co oznacza że łaska Boża jest dostępna dla wszystkich i to nie tylko w dzień szabatu. Grzegorz z Nazjanzu w Czwartej mowie teologicznej nazywa rozdartą zasłonę tajemniczymi drzwiami do niebios ! Cyryl Jerozolimski uzasadnia, że ponieważ podczas śmierci Jezusa Jego ciało które osłaniało Jego Boską naturę zostało zbezczeszczone to zewnętrznym znakiem tego było zniszczenie zasłony świątynnej za którą mieszkała Boska Obecność[...]



[...]Gdy myślę o Eucharystii, patrząc na moje życie kapłana, biskupa i Następcy Piotra, wspominam spontanicznie wiele chwil i miejsc, w których dane mi było ją sprawować. Pamiętam kościół parafialny w Niegowici, gdzie spełniałem moją pierwszą posługę duszpasterską, kolegiatę św. Floriana w Krakowie, katedrę na Wawelu, bazylikę św. Piotra oraz wiele bazylik i kościołów w Rzymie i na całym świecie. Dane mi ją było również sprawować w wielu miejscach na górskich szlakach, nad jeziorami i na brzegach morskich; sprawowałem ją na ołtarzach zbudowanych na stadionach, na placach miast... Ta różnorodna

sceneria moich Mszy św. sprawia, iż doświadczam bardzo mocno uniwersalnego – można wręcz powiedzieć kosmicznego charakteru celebracji euchrystycznej. Tak, kosmicznego! Nawet wtedy bowiem, gdy Eucharystia jest celebrowana na małym ołtarzu wiejskiego kościoła, jest ona wciąż poniekąd sprawowana na ołtarzu świata. Jednoczy niebo z ziemią. Zawiera w sobie i przenika całe stworzenie. Syn Boży stał się człowiekiem, aby w najwyższym akcie uwielbienia przywrócić całe stworzenie Temu, który je uczynił z niczego[...] Cytat z Jana Pawła II

"Nie zawsze, jak mówią zachowane źródła, wygłodniałe lwy pożerały chrześcijan na arenach. Zdarzało się,
że zwierzęta wybiegały z klatek i z jakiegoś powodu traciły apetyt, łasząc się w dodatku do skazańców. O ile jednak takie przypadki można byłoby jeszcze zrozumieć, o tyle już całkiem niepojęte wydają się zapisy mówiące o tym, że ciał chrześcijan skazanych na spalenie żywcem nie chciały dotknąć otaczające ich płomienie. Skazywani na zabicie wyznawcy Chrystusa nie tylko nie okazywali przerażenia, ale idąc na areny, śpiewali kantyki wychwalające Najwyższego. Nie przeklinali Nerona ani Dioklecjana. Znęcającym się nad nimi w czasie tortur oprawcom mówili, że im wybaczają. Święty Piotr Apostoł, o którym wspominałam już w poprzednim rozdziale, został skazany na ukrzyżowanie. Ta forma śmierci była wówczas nie tylko najbardziej upokarzająca ze wszystkich, ale i bardzo okrutna. Skazaniec dusił się na krzyżu, a jego ciało przeszywały niewyobrażalne boleści. Tymczasem św. Piotr poczuł się wyróżniony swoim wyrokiem! W dodatku wyróżniony całkowicie niezasłużenie! Na krzyżu przecież zginął jego Mistrz, zaś on, grzesznik, ten, który Jezusa trzy razy się zaparł, który opuścił Go w najtrudniejszym momencie, nie czuł się godny umrzeć jak On. Piotr poprosił więc, by ukrzyżowano go głową w dół. O ile zatem „klasyczna" śmierć na krzyżu jest już straszną torturą, o tyleż bardziej cierpi człowiek ukrzyżowany głową w dół. Zachowane dokumenty mówią, że w sercach pracujących w rzymskim Koloseum niewolników rodziła się wiara nie tylko na widok bohaterskich i chwalących Boga w obliczu straszliwej śmierci chrześcijan, ale także na widok ich martwych, zmasakrowanych twarzy, na których malował się ponoć niewiarygodny pokój, a czasami też uśmiech. Obywatele rzymscy, którzy bratali się z chrześcijanami lub wstępowali do ich wspólnot, skazywani byłi na śmierć przez ścięcie. Ta forma kary uchodziła w ówczesnym świecie za najbardziej humanitarną, najmniej upokarzającą i stanowiła swoisty przywilej względem obywateli Imperium Rzymskiego. I tak na ścięcie skazano św. Pawła Apostoła, który choć był Żydem, posiadał obywatelstwo rzymskie. W identyczny sposób zginął również patron zakochanych, czyli św. Walenty, św. Pankracy - patron dzieci (który był ponoć pasierbem samego cesarza Dioklecjana), św. Longinus czy św. Maksymilian. A skoro już o św. Maksymilianie mowa, to chciałabym zaznaczyć, że gdy tylko odczytano mu wyrok skazujący na ścięcie, głośno zawołał: „Bogu niech będą dzięki!". Maksymilian został skazany nie tylko dlatego, że nawoływał chrześcijan do odmowy służby wojskowej, ale także z tego powodu, iż sam nie pozwolił wcielić się w szeregi armii, choć sądzący go prokonsul Dion do ostatniej chwili próbował go do tego nakłonić. „Żołnierz
musi zabijać, a ja nie będę tego robił" - twierdził stanowczo święty. W chwili śmierci miał 21 lat.
Do dziś zachowały się akta opisujące jego proces, które nazywa się od wieków „aktami szczęśliwego męczeństwa". Czytamy w nich, iż w chwili, gdy prowadzono go na miejsce stracenia, wołał: „Bracia najukochańsi! Z jak największym według możliwości zapałem i z najgorętszą chęcią spieszcie, byście zobaczyli Pana i otrzymali odeń również taki wieniec".


Święty Maksymilian nie był jedynym chrześcijańskim skazańcem, który kwitował treść wyroku śmierci słowami: „Bogu niech będą dzięki", także w Kartaginie i Scillium męczennicy na usłyszany wyrok śmierci odpowiadali: Deo gratiasf, a przed samym straceniem wymieniali pocałunek pokoju. Co takiego działo się z tymi ludźmi? Jak mogli dziękować Bogu za śmierć? Dlaczego nie buntowali się przeciw Niemu za to, że ich nie obronił? Dlaczego nie tracili wiary w obliczu prześladowań? Czemu nie walczyli o swoje prawa? Tak jak i większość z nas, byli chrześcijanami, ale przecież nasza wiara jest zaledwie bladym cieniem tej, którą oni żyli !

"...II Prawo Termodynamiki zaprzecza samoistnemu wzrostowi złożoności czyli zmiejszaniu się entropii. Mówi o czymś przeciwnym-zwiększaniu się entropii czyli zmniejszania się uporządkowania..." Świat przypomina rozkręcającą się sprężynę, kiedy rozkręci się zupełnie wszystko zamrze tzn. kiedy wykorzystanie zostaną wszystkie źródła energii.


Sprężyna się rozkręca caly czas ! Cywilizacja upada coraz bardziej ! Największym upodleniem ludzkości jest zjawisko, które od czasów potobu nie było znane, a jest nim handel organami ludzkimi, lub co gorsza morderstwa w celach pobierania ludzkich "elementów" ! Dzieje się tak dlatego, iż technologia i wiedza medyczna pozwalają na takie "zabiegi" ! Chociaż okropieństwa występowały od czasów Biblijnego Nimroda to jednak dopiero "technologiczny postęp" pozwolił "rozbierać" człowieka jak świniaka na części, dla zysku !


[...]ten potężny stytem magiczny posługuje się ową magią pieniądza, posiada sieć "zmieniającą umysły ludzkości" przy pomocy telewizji, środka manipulacji także magicznej. Miliony osób każdego dnia karmi się informacją owej maszynerii pieniądza by za chwilę "wspierać" ten system swoją energią ciał i umysłów, Maszyneria tak potężna że będzie można za pomocą jej magii kupić ciała i dusze ![...]

"...oraz ciał i dusz ludzkich..."

A kupcy ziemi płaczą i żalą się nad nią, bo ich towaru nikt już nie kupuje: towaru - złota i srebra, drogiego kamienia i pereł, bisioru i purpury, jedwabiu i szkarłatu, wszelkiego drewna tujowego i przedmiotów z kości słoniowej, wszelkich przedmiotów z drogocennego drewna, spiżu, żelaza, marmuru, cynamonu i wonnej maści amomum, pachnideł, olejku, kadzidła, wina, oliwy, najczystszej mąki, pszenicy, bydła i owiec, koni, powozów oraz ciał i dusz ludzkich. Objawienie Jana 18:11

http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/06/polska-mafia.html

Dusza – w znaczeniu religijnym jest niematerialnym bytem w materii ożywionej i nieożywionej, który w przypadku organizmów żywych opuszcza je w chwili ich śmierci.

Ciekawe kiedy będą mogli kupić dusze ludzi ? O ciałach już wiemy, że można, są kupowane na części lub w całości, po wydaniu wyroku i morderstwie, jednak nic mi nie wiadomo o kupowaniu dusz ?! Możliwe, że trzeba poczekać na kolejny wynalazek "cywilizacyjny", kolejny skok technologiczny, podłączenie umysłu do sieci informatycznej lub coś co będzie pozwalało na ingerencję technologi informatycznej do mózgu...,


coś co pozwoli na uwięzienie duszy w sieci, lub innym wynalazku technologii informatyczno-energetycznej, takie osoby bedą stale podłączone do "sieci", odżywiane biologicznie ciała będą utrzymywane przy funkcjach życiowych, lecz ich umysły i energia życiowa będzie karmić kogoś innego ? Zresztą proszę się zastanowić i zwrócić uwagę na wielce interesujący element ludzkiego zachowania gdy wielu zwłaszcza mlodych ludzi przesiaduje (są podłączeni" umysłem-nie bezpośrednio) przed komputerem grając lub serfując, gdzie uchodzi energia ludzkiego ciała w takich wielogodzinnych sesjach ?! Sam bilans energetyczny czlowieka jest wielką zagadką ! Prowadziło się i ciągle prowadzi badania nad strukturą energetyczną ludzkiego organizmu, jego "zasada termodynamiki" jest dla wielu naukowców czymś co przeczy matematycznym obliczeniom ! W tym momencie muszę przypomnieć, iż wielu zawodowych kierowców formuły pierwszej traci kilka kilogramów ciężaru ciała podczas wyścigu tych bolidów, jest to spowodowane extremalnym stresem i skoncentrowaną uwagą.

Zresztą proszę się zastanowić i zwrócić uwagę na wielce interesujący element ludzkiego zachowania, gdy wielu zwłaszcza młodych ludzi przesiaduje (są podłączeni" umysłem-nie bezpośrednio) przed komputerem grając lub serfując. Gdzie uchodzi energia ludzkiego ciała w takich wielogodzinnych sesjach ?! Sam bilans energetyczny człowieka jest wielką zagadką ! Prowadziło się i ciągle prowadzi badania nad strukturą energetyczną ludzkiego organizmu, jego "zasada termodynamiki" jest dla wielu naukowców czymś co przeczy matematycznym obliczeniom ! W tym momencie muszę przypomnieć, iż wielu zawodowych kierowców formuły pierwszej traci kilka kilogramów ciężaru ciała podczas wyścigu tych bolidów, jest to spowodowane extremalnym stresem i skoncentrowaną uwagą. W takim kontekście wydaje się łatwiejsze zrozumienie tajemnicy "ciała eucharystycznego" i słów wypowiedzianych do Apostołów: "...Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje». Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: «Pijcie z niego wszyscy,. bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów..."

W życiu wielu ludzi następowały chwile gdy nagle bez powodu tracili siły fizycznego organizmu, by za chwilę natychmiast je odzyskać za sprawą modlitwy:

"...Ja, Daniel, oglądałem tylko sam widzenie, a ludzie, którzy byli ze mną, nie oglądali widzenia, ogarnęło ich jednak wielkie przerażenie, tak że uciekli, by się ukryć. Tylko ja sam pozostałem, by oglądać to wielkie widzenie, lecz nie miałem siły, zmieniłem się na twarzy, opuściła mnie moc. Wtedy usłyszałem dźwięk jego słów, i na dźwięk jego słów upadłem oszołomiony twarzą ku ziemi. Ale oto dotknęła mnie ręka i wprawiła w drżenie moje kolana i dłonie moich rąk...

...Gdy on jeszcze mówił do mnie te słowa, padłem twarzą ku ziemi i oniemiałem. A oto jakby postać ludzka dotknęła moich warg. Otworzyłem więc usta i mówiłem do tego, który stał przede mną: "Panie mój, od tego widzenia ogarnęły mnie boleści i opadłem z sił. Jakże więc może taki sługa mojego pana mówić tu z panem moim, skoro nie ma teraz siły i oddech we mnie ustaje?" Powtórnie dotknął mnie ten, który podobny był do człowieka, umacniając mnie. Potem powiedział: "Nie lękaj się, mężu umiłowany! Pokój tobie! Bądź pełen mocy!" Gdy on jeszcze rozmawiał ze mną, nabrałem sił, mówiąc: "Niech mój pan mówi, bo mnie wzmocniłeś..."

"...A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto się dotknął mojego płaszcza?..."

[...]Einstein przedstawił pewne szczególne cechy cząstek subatomowych, nazywanych
„kwantami", co ostatecznie wykazało, że na pewnym poziomie nie jesteśmy ani złożeni z tak zwanej materii stałej, ani też materia ta wcale nas nie otacza ! Jest raczej tak - co udowodniło jego własne
epokowe równanie E = mc2 i jak wykazała teoria kwantów - że ostatecznie tkwimy w czymś, co nie jest stabilne, ale stanowi formę energii, o której niewiele wiemy ![...]

Teoria ewolucji to wielke zwiedzenie ludzkosci - dr Thomas Kindel



http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/10/90-interaktywnych-cykli-sonecznych.html

Kto, gdzie i do jakich celów będzie używał "mocy-sił"(psichas) tych podłączonych do "czegoś" w przyszłości ? Kto będzie kupował ich "dusze" ?


o zagadnieniu innowymiarowości pisane było tutaj, polecam:

http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/10/zapomniany-swiat-starozytnej-psychologii.html



Pierwszy etap wspomnianego w Apokalipsie proroctwa jest za nami, czekamy na kolejny gdy "Psiche" będzie podłączona do czegoś...i ktoś będzie nią rozporządzał.

http://www.youtube.com/watch?v=OuIQDaWD0Bs#t=99


Transhumanism
http://www.youtube.com/watch?v=xkJe9re-8AI
POLECAM ten video wykład !

Takie religie (jak np chrześcijaństwo czy islam dzielą człowieka na materialne i śmiertelne ciało oraz na nieśmiertelną, niematerialną duszę. Na przykład Platon rozumiał człowieka jako byt duchowy, duszę; ciało miało dla niego znaczenie drugorzędne. Dusza istniała przed ciałem, a ciało jest dla niej więzieniem.

http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/08/pierwsi-ludzie-na-ziemi-byli-swiatem.html




"...ani cynamonu, (korzeni), pachnideł, mirry, kadzidła, wina, oliwy, najlepszej mąki, pszenicy, bydła, owiec, koni, wozów, ani ciał, ani dusz ludzkich..."

dusz ludzkich - ψυχὰς (psichas) - dusz - 1) breath 1a) the breath of life 1a1) the vital force which animates the body and shows itself in breathing 1a1a) of animals 1a12) of men 1b) life 1c) that in which there is life 1c1) a living being, a living soul 2) the soul 2a) the seat of the feelings, desires, affections, aversions (our heart, soul etc.) 2b) the (human) soul in so far as it is constituted that by the right use of the aids offered it by God it can attain its highest end and secure eternal blessedness, the soul regarded as a moral being designed for everlasting life 2c) the soul as an essence which differs from the body and is not dissolved by death (distinguished from other parts of the body) 

"...Używane w tekście oryginalnym Pisma Świętego wyrazy tłumaczone na „dusza” (hebr. néfesz [נֶפֶשׁ] i gr. psyché [ψυχή]) mogą oznaczać człowieka, zwierzę bądź też ich życie.
Skojarzenia, jakie na ogół nasuwa słowo „dusza”, nie są zgodne ze znaczeniem wyrazów hebrajskiego i greckiego, którymi posługiwali się natchnieni pisarze Biblii. Okoliczność ta staje się coraz powszechniej znana. Już w 1897 r. prof. C. A. Briggs po szczegółowej analizie użycia słowa néfesz napisał: „Obecnie w języku angielskim słowo dusza oznacza zwykle coś zupełnie innego niż hebrajskie נפש [néfesz] i łatwo może być źle zrozumiane przez nieuważnego czytelnika” (Journal of Biblical Literature, t. XVI, s. 30).
Kiedy w mniej odległych czasach Żydowskie Towarzystwo Wydawnicze w Ameryce opublikowało nowy przekład Tory, czyli pierwszych pięciu ksiąg biblijnych, redaktor naczelny H. M. Orlinsky z Hebrew Union College oznajmił, że wyraz „dusza” został w nim w zasadzie pominięty, ponieważ „chodzi tu o hebrajskie słowo ‚Nefesz’”. Powiedział też: „Inni tłumacze oddawali je przez ‚dusza’, co jest zupełnie nieścisłe. Biblia nie mówi, jakobyśmy mieli duszę. ‚Nefesz’ to sam człowiek, jego potrzeba odżywiania się, krew w jego żyłach, jego istnienie” (The New York Times, 12 października 1962)...
więcej tutaj:
http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/05/co-jest-grane.html


Można by się zastanowić nad tymi rzeczami w innym kontekście, choć wydawać się one mogą straszne dla normalnego zjadacza chleba (podłączonego gdzieś do czegoś ! [TV-internetu-porządliwości ciała], w jakimś świecie[poprzez umysł], innym wymiarze) to jednak taka wizja choć przerazliwa mogła by mieć jakąś paralelę do opisywanych wcześniej zachowań chrześcijan...? Co takiego działo się z tymi ludźmi? Jak mogli dziękować Bogu za śmierć? Dlaczego nie buntowali się przeciw Niemu za to, że ich nie obronił? Dlaczego nie tracili wiary w obliczu prześladowań? Zostali odłączeni od matrixa ?

Wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego…, Lecz drogą krwią Chrystusa...” 1 Piotra 1:18 – 19

Zosalismy wykupieni, a następstwem jest uwolnienie naszej duszy-umysłu z "jakiejś" maszynerii ? Dzięki wykupieniu możemy zmienić nasze myślenie ?

"Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" Ew. Marka 1-15

"nawracajcie sié" - w oryginale użyte słowo to: μετανοέω (metanoio) - Według Słownika Popowskiego znaczenie jest następujące: "zastanawiać się (po fakcie) , zmieniać myśl, odwracać myśl od czegoś" w dalszym przekształceniu znaczeniowym można to tlumaczyć jako: "żałować, nawracać się"

μετανοέω,v \{met-an-o-eh'-o}

1) to change one's mind, i.e. to repent 2) to change one's mind for better, heartily to amend with abhorrence of one's past sins For Synonyms see entry 5862[...]Pieper cytuje Johna Henry’ego Newmana: Skoro tylko jesteś przeświadczony, że musisz wierzyć, wówczas intelekt zrobi swoje; tym, co teraz konieczne do wiary, jest nie jakiś argument, lecz akt woli (cyt. na s. 213). Są ludzie, którzy nigdy ze stanu poszukiwania Boga nie przechodzą do aktu wiary w Niego, bo nieustannie pytają o argumenty. Gdy otrzymają odpowiedź na jedno pytanie, natychmiast stawiają kolejne i żądają kolejnego argumentu. W pewnym momencie potrzebny już jest nie argument, ale akt woli, który jest aktem zawierzenia. Stąd zdanie świętego Augustyna, że wiara opiera się na chceniu. Owo chcenie, ten akt woli nie może jednak być czymś wymuszonym, ale musi być jak najbardziej wolnym aktem człowieka, wypływającym z potrzeby serca, gdyż w nim wierzący afirmuje, miłuje, chce i uznaje za prawdziwe to, co mówi poręczyciel i świadek, który uznany jest za kogoś, kto z istoty zna to, co ma być przedmiotem wiary. Pieper precyzje, że ten, na kim, wierząc, polegam, nie może być kimś tylko wierzącym (s. 222). W przypadku ludzi wierzących jest to Bóg. W przypadku wielu ateistów tym kimś jest rozum sam w sobie apriorycznie zamknięty na transcendencję.[...]
Który kapłan katolicki w Polsce jest odłączony od Matrixa ? Na chwilę obecną wydaje się, iż ten duchowny zna tajemnicę matrixa i naszego "podłączenia", jego doradztwo i napomnienia jak się odłączyć są szczere !, ten duchowny wypowiada niezwykłe zdania, jego szczerość jest niezwykła ! Dla tych pogrążonych w uprzedzeniach oraz emocjonalnych sidłach matrixa będzie to prawdopodobnie nie do zaakceptowania, lecz tu jest ten kapłan walczący...!
video

"Czy w naszych czerepach jest wszystko poukładane" ? posłuchajmy go by odłączyć nasze czerepy od matrixa choć na chwilę !
Kilka linków odnośnie zabijania dla pozyskiwania organów:

http://www.theepochtimes.com/n3/22976-book-exposes-organized-killing-for-organs-in-china/

http://www.cbsnews.com/2100-500165_162-4868744.html

http://www.livescience.com/32086-was-girl-murdered-for-organs.html


http://pl.wikipedia.org/wiki/Afera_%22%C5%82owc%C3%B3w_sk%C3%B3r%22

http://www.policja.pl/pol/kgp/biuro-sluzby-kryminaln/cyberprzestepczosc/73662,HANDEL-ORGANAMI-LUDZKIMI-W-INTERNECIE.html




[...]W połowie lat 90. Korotkow i jego współpracownicy dostarczyli przekonujących dowodów na to, że energia życiowa nie wygasa nawet sześć dni po zgonie człowieka. Co nas czeka, gdy opuścimy ten świat? To problem, z jakim ludzkość zmagała się od zawsze. Obecnie, kiedy wspomnienia ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną zaczynają być uznawane za prawdziwe, kwestia trwania jakiejś części człowieka w świecie niematerialnym znalazła się w kręgu zainteresowań naukowców z różnych dziedzin.
O procesach biochemicznych zachodzących w zwłokach informuje szereg parametrów opisanych w kryminologii. Już w pierwszym dniu po ustaniu pracy serca większość tych wskaźników spada gwałtownie do poziomu zerowego. Jednak Korotkow stwierdził, że tzw. obraz kirlianowski, czyli aura pozostaje niezmieniona jeszcze przez wiele godzin po zgonie...,

Najciekawsze jest to, że przebieg zmian dokonujących się w energetycznej otoczce człowieka w dużym stopniu zależy od rodzaju doznanej śmierci! U ludzi, którzy zmarli z przyczyn naturalnych i na ogół w podeszłym wieku, aparatura rejestruje drgania o słabej amplitudzie, które mogą utrzymywać się przez kilkanaście godzin. W przypadku samobójców i ofiar morderstw amplituda drgań jest nieporównanie większa i zanika dopiero po upływie czterech dni.

Eksperyment (prowadzono go w petersburskiej kostnicy!) wyglądał następująco. Wybrane ciała osób zmarłych przewożono do pokoju badań i umieszczano w identycznej pozycji. Unieruchomiona specjalnym urządzeniem lewa ręka spoczywała na elektrodzie. Przez całą dobę, co godzinę wykonywano fotografie kirlianowskie czterech palców (wyłączywszy kciuk). Potem zdjęcia skanowano do komputera, który dla każdego z nich obliczał zestaw parametrów. Przy okazji badano, jaki wpływ na kształtowanie się owych parametrów ma upływ czasu. Uzyskane wykresy przedstawiały krzywe zmian intensywności aury zachodzących w ciągu trzech do sześciu dni. Teraz wystarczyło je porównać. Wynik był niezwykle interesujący..."

zródło:
http://www.infra.org.pl/nauka/czowiek/1401-prof-korotkow-umys-ponad-wszystko


Nie milkną echa wypowiedzi profesora Jana Talara lekarza z wielkimi sukcesami w wybudzaniu chorych ze śpiączki, który oskarżył swoich kolegów po fachu o zabijanie pacjentów w celu pobierania organów. Lekarz stwierdził, że nie istnieje coś takiego jak śmierć pnia mózgu, a to jej stwierdzenie staje się podstawą do pobrania narządów od chorego.

Głos w tej sprawie zabrał w rozmowie z “Super Expresem filozof, prof. Bogusław W
prof. Bogusław Wolniewicz

Od dawna uważam, że tzw. transplantacje, czyli przeszczepy, są w istocie nową postacią ludożerstwa. Wprowadzanie ludożerstwa do naszej cywilizacji oznacza dla niej głęboki przewrót.

Prof. Wolniewicz podobnie jak prof. Talar krytykuje stosowaną obecnie w medycynie definicję śmierci opartą na śmierci mózgu. Jego zdaniem została ona wprowadzona tylko w jednym celu: chodzi o to, by “wcześniej można się było dobrać do umierającego człowieka. Żeby mięso, które jest od niego brane, było świeże”.
Zapytany o to, czy swojej nerki nie oddałby nawet własnej córce, odparł:

prof. Bogusław Wolniewicz:

Nie oddałbym. Powiedziałbym: "Niech umrze". Dawno temu znany chirurg profolniewicz – od lat zdeklarowany przeciwnik transplantologii, którą określa mianem “ludożerstwa”. Leon Manteuffel pytał: "Czy koniecznie trzeba dłużej zyć?". Zgadzam się z nim w tej sprawie.

Zdaniem Wolniewicza transplantologia jest zagrożeniem dla naszej cywilizacji. Nie usprawiedliwia jej nawet to, że pomaga w leczeniu ludzi, a często ratuje życie: – Nie można niszczyć cywilizacji, żeby dogodzić paru ciężko chorym – mówił profesor, po raz kolejny używając mocnych słów i określając przeszczepy jako “żerowanie na trupach”.







„Tu nie możemy zbudować klasztoru, bo wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy"




Ojciec Maksymilian jawi się w naszej wyobraźni jako wychudły i umęczony więzień Auschwitz w charakterystycznym pasiaku. Oświęcimski okres jego życia zna każdy z nas. W piekle Auschwitz-Birkenau, gdzie niemal każdy więzień szybko odkrywał w sobie najbardziej nikczemne odruchy, ten polski ksiądz poprosił esesmanów o ocalenie życia skazanego na śmierć ojca i męża Franciszka Gajowniczka. Jako cenę tego osobliwego wykupu zaproponował swoje własne życie. Nie był to jednak ani pierwszy, ani jedyny historyczny cud w życiu ojca Kolbego. Cud w Oświęcimiu był po prostu ukoronowaniem jego niezwykle barwnego i świętego życia. To życie utrwaliło się w kadrach dziesiątek przedwojennych fotografii, na których ojciec Kolbe nie ma na sobie pasiaka, a jego policzki nie są zapadnięte. Na zdjęciach uwiecznił się jego szeroki uśmiech, spracowane ręce budujące japoński klasztor, zmarszczone czoło i skupiony wzrok wbity w tekst, który pewnie wkrótce został opublikowany na łamach „Rycerza Niepokalanej". Dlaczego więc eksponowany jest wyłącznie oświęcimski pasiak, podczas gdy od fotografii świętego ze skośnookimi maluchami w kimonkach naprawdę trudno oderwać wzrok? Znał japoński, niemiecki, rosyjski i włoski oraz łacinę i grekę. Miał dwa doktoraty: z teologii i filozofii.« Pasjonował się matematyką i fizyką. W 1915 roku opatentował w Rzymie szkic eteroplanu, czyli aparatu umożliwiającego podróż w kosmos. W 1930 roku ojciec Kolbe wyruszył do Kraju Kwitnącej Wiśni, aby tam zaszczepić utworzone przez siebie pismo i zbudować japoński Niepokalanów. Podobne klasztory otworzył w Chinach i Indiach. Zorganizował pierwszą w Polsce katolicką rozgłośnię radiową o szerokim zasięgu.


Choć pod koniec lat trzydziestych telewizja została dopiero zaprezentowana na amerykańskiej Światowej Wystawie Techniki jako cud przyszłości, on już wtedy zastanawiał się, jak w możliwie najszybszym czasie wykorzystać ją w służbie ewangelizacji. W 1930 roku do Kraju Wschodzącego Słońca przypłynął wraz z kilkoma braćmi nikomu nieznany Polak - ojciec Maksymilian, franciszkanin. Jednym z celów jego misji było założenie klasztoru. Misjonarze trafili do Nagasaki, miasta o najsilniejszych tradycjach chrześcijańskich w Japonii. Od miejscowego biskupa otrzymali zgodę na działalność i pozwolenie na założenie klasztoru. Miejsce wybrane na przyszły japoński Niepokalanów odstręczało większość misjonarzy. Czterohektarowy plac pod budowę znajdował się na trudno dostępnym i bardzo zaniedbanym zboczu góry Hikosan. Samo przygotowanie go pod prace budowlane wymagało miało potężnego wysiłku. Ponadto zbocze posiadało jeszcze jedną wadę: przez całe dziesięciolecia grzebano na nim zdechłe zwierzęta, głównie psy. Dlatego też nikt nie interesował się nabyciem tej nieruchomości. Bracia ojca Maksymiliana byli ewidentnie zdegustowani zboczem Hikosan. Próbowali go nakłonić do znalezienia innego miejsca, a nawet sami takiego poszukiwali. Znaleźli dość szybko piękny plac w dzielnicy Urakami na przedmieściach miasta. Miejsce to zamieszkiwało blisko 15 tysięcy chrześcijan, a od 1914 roku królowała w jego centrum katedra poświęcona Maryi, największa świątynia chrześcijańska ówczesnego Dalekiego Wschodu. Ku zdumieniu braci ojciec Kolbe nie dał się przekonać

do pięknej parceli w Urakami. Chciał pozostać przy zboczu góry Hikosan. To miejsce wskazał mu miejscowy biskup, a zakonnik wielokrotnie już doświadczył, że posłuszeństwo przełożonym przynosi korzyści. Przecież przez ich wolę objawiała się wola Najwyższego. Poza tym ojciec Maksymilian ani na moment nie zapominał, że nieposłuszeństwo pierwszych ludzi sprowadziło na świat śmierć, zło i cierpienie, toteż jawiło mu się ono nie jako ograniczenie, ale jako całkowicie nieodpowiedzialne ryzyko. Bracia prosili go jednak, by chociaż obejrzał plac w Urakami. Spełnił więc ich prośbę i po oględzinach powiedział: „Tu nie możemy zbudować klasztoru, bo wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy". Niektóre źródła podają, że ojciec Kolbe mówił o „świetlistej kuli". Oczywiście nie brzmiało to profesjonalnie, ale jak miał ją określić, skoro nawet światowi naukowcy jeszcze przez kilka następnych lat nie znali pojęcia „bomba atomowa"? W 1936 roku, na krótko przed powrotem do Polski, ojciec Kolbe otworzył w Nagasaki małe seminarium duchowne. Po jego wyjeździe tak klasztor, jak i wydawnictwo działały na najwyższych obrotach. Nic nie wskazywało na to, że tę entuzjastyczną i owocną działalność przerwie wybuch owej tajemniczej, zapowiadanej przez ojca Maksymiliana ognistej kuli.



Proszę się zapoznać z tym wpisem gdzie zebrałem najważniejszą wiedzę umożliwiającą wyciągnięcie wniosków o przyczynach potopu oraz Aniołach ingerujących w ludzkość, jest to kulminacja całego bloga oraz wiadomości tu zawartych:


Tekst ten pochodzi z innego wpisu, ale odnosi się wspaniale do video prezentowanego poniżej:

W Piśmie świętym mamy liczne przykłady ukazywania się aniołów. W Księdze Daniela jest opis "wizji", ukazującej męża w białych szatach, wizja ta lub coś co może wyglądać jako kontakt innowymiarowy było poprzedzone specjalnymi przygotowaniami proroka:

"...W tamtych czasach spędziłem ja, Daniel, całe trzy tygodnie w smutku. Nie jadłem wybornych potraw, nie brałem do ust ani mięsa, ani wina, nie namaszczałem się też aż do końca trzech tygodni.."

Po takich duchowo-cielesnych postach następuje kontakt, postroni ludzie czuli obecność kogoś z innego wymiaru lecz nie mogli dostrzec istoty !

"...Dnia dwudziestego czwartego pierwszego miesiąca, gdy znajdowałem się nad brzegiem Wielkiej Rzeki, <to jest nad Tygrysem>, podniosłem oczy i patrzałem: Oto [stał] pewien człowiek ubrany w lniane szaty, a jego biodra były przepasane czystym złotem, a ciało zaś jego było podobne do tarsziszu, jego oblicze do blasku błyskawicy, oczy jego były jak pochodnie ogniste, jego ramiona i nogi jak błysk polerowanej miedzi, a jego głos jak głos tłumu. Ja, Daniel, oglądałem tylko sam widzenie, a ludzie, którzy byli ze mną, nie oglądali widzenia, ogarnęło ich jednak wielkie przerażenie, tak że uciekli, by się ukryć. Tylko ja sam pozostałem, by oglądać to wielkie widzenie, lecz nie miałem siły, zmieniłem się na twarzy, [opuściła mnie moc]. Wtedy usłyszałem dźwięk jego słów, i na dźwięk jego słów upadłem oszołomiony twarzą ku ziemi. Ale oto dotknęła mnie ręka i wprawiła w drżenie moje kolana i dłonie moich rąk. I rzekł do mnie: "Danielu, mężu umiłowany! Uważaj na słowa, które mówię, i wstań, ponieważ teraz wysłano mnie do ciebie". Gdy on mówił do mnie te słowa, drżąc powstałem. Powiedział więc do mnie: "Nie bój się, Danielu! Od pierwszego bowiem dnia, kiedy starałeś się usilnie zrozumieć i upokorzyć przed Bogiem, słowa twoje zostały wysłuchane; ja zaś przybyłem z powodu twoich słów. Lecz książę królestwa Persów sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni. Wtedy przybył mi z pomocą Michał, jeden z pierwszych książąt. Pozostawiłem go tam przy królach Persów. Przyszedłem, by udzielić ci zrozumienia tego, co spotka twój naród przy końcu dni; bo to widzenie odnosi się do tych dni".
Gdy on jeszcze mówił do mnie te słowa, padłem twarzą ku ziemi i oniemiałem. A oto jakby postać ludzka dotknęła moich warg. Otworzyłem więc usta i mówiłem do tego, który stał przede mną: "Panie mój, od tego widzenia ogarnęły mnie boleści i opadłem z sił. Jakże więc może taki sługa mojego pana mówić tu z panem moim, skoro nie ma teraz siły i oddech we mnie ustaje?" Powtórnie dotknął mnie ten, który podobny był do człowieka, umacniając mnie. Potem powiedział: "Nie lękaj się, mężu umiłowany! Pokój tobie! Bądź pełen mocy!" Gdy on jeszcze rozmawiał ze mną, nabrałem sił, mówiąc: "Niech mój pan mówi, bo mnie wzmocniłeś". I powiedział: "Czy wiesz, dlaczego przyszedłem do ciebie? Jednak oznajmię tobie to, co zostało napisane w Księdze Prawdy. Teraz muszę znów walczyć z księciem Persów, a gdy skończę, wówczas nadejdzie książę Jawanu. Nikt zaś nie może mi skutecznie pomóc przeciw nim z wyjątkiem waszego księcia Michała.."
Księga Daniela 10:2

Jest to jeden z ważniejszych opisów Istot Wyższych pojawiających się w tym wymiarze. Istota ta przekazuje nam ludziom ważną informację odnośnie tego gdzie się znajdujemy i co się dzieje na tej planecie ! Możliwe, że jest to jeden z najważniejszych "przypadków" wskazujących na działania różnorakich Istot, mających związek z ludzkością, z kontrolowaną cywilizacją ludzi, mogących mieć związek z pozostałościami tajemniczych budowli megalitycznych. Moim skromnym zdaniem jest to wskazówka, że na Ziemi, w tym wymiarze, jesteśmy pod kuratelą Istot duchowych, jesteśmy elementem większej rozgrywki sił kosmicznych !

"...ja zaś przybyłem z powodu twoich słów. Lecz książę królestwa Persów sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni. Wtedy przybył mi z pomocą Michał, jeden z pierwszych książąt. Pozostawiłem go tam przy królach Persów..."

Wiadomość proroka Daniela czekała trzy tygodnie by dotrzeć do Istot opiekujących się ludzkością ! Wydaje się, że nie czekała, ale przedzierała się przez "zaporę" Istoty Księcia Persów ! Gdy jednak ta Wyższa Istota dotarła, musiała walczyć 21 dni by się dostać do świętego proroka !
"... Lecz książę królestwa Persów sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni..."
Zmaganie to było tak ciężkie, że musiał przybyć Anioł by utorować drogę do proroka ! Prorok Daniel, był wyjątkowym człowiekiem, świętym, który znał tajemnice innych wymiarów, wiedział jak wzywać Istoty Wyższe, znał tajniki wszelkiej sztuki oraz wiedzę tajemną, a jednak kontakt nastąpił dopiero po trzech tygodniach !

video

Linki:
Czy Biblia jest prawdziwą spisaną historią ?
Duchowe poglądy o rzeczywistości
Kolumna geologiczna ? Faszerstwo !
Marzulli ujawnia kolejne sensacyjne wyniki badań !
Bereszit bara Elohim et haszemaim – Na początku stworzył Bóg…
Tajemnice Kodu Tory – Rabin Glazerson ujawnia niezwykłe dane
Miód na chrześcijańską duszę – „Trony, Panowania, Zwierzchności i Władze”
Megalityczna rzeczywistość kontra darwinistyczna Maja माया
Szczególna teoria myślenia względnego
Fatima i polscy duchowi matrixowcy
Wyginięcie mamutów i zagadkowe artefakty starożytnej cywilizacji, co je łączy ?
Sklepienie ochronne nad Ziemią przedpotopową, czy zdajemy sobie sprawę jak niesamowity był to świat !?
Żelazna logika naukowca kreacjonisty – dr Thomas Kindell



2 komentarze:

  1. czekam już miesiąc na coś nowego, jestem Twoim wielkim fanem, uwielbiam Twoje spojrzenie na historie i czas. Nasza cywilizacja ma prawo znać korzenie z chęcią bym wymienił się z Tobą chociaż tytułami książek... pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fascynujący jest ten fragment o badaniach Korotkowa. I popatrz - wynikiem jego odkryć zainteresowała się natychmiast służba zdrowia, a aparat zalecany jest w diagnostyce.
    A jak byłoby u nas? Profesora okrzyknięto by jako szarlatana! Zresztą można jeszcze parę przykładów skutecznego diagnozowania przytoczyć, które zepchnięto do para-medycyny.
    Co do o.Kolbe - był wizjonerem. Też nie dowiemy się zapewne więcej o wpływie innych kultur na jego rozwój duchowy, bo to nie byłoby 'po chrześcijańsku' ... :)

    OdpowiedzUsuń