poniedziałek, 7 października 2013

Zapomniany świat starożytnej psychologii



Witam państwa w kolejnej odsłonie tajemnic naszego bytowania na planecie Ziemia, czy może tym razem lepiej byłoby napisać w tej rzeczywistości. Chciałbym zaproponować państwu mały przegląd zagadnień związanych z naszą percepcją, z naszymi zmysłami, a wreszcie z tym jak postrzegamy otaczający nas świat. Kolejny raz będzie to tylko sygnalizowanie problemów z jakimi ludzie oraz ludzkość muszą się uporać by rozwiązać tajemnicę swojej egzystencji "przebywając w tej rzeczywistości". Ten krótki artykuł ma na celu pokazanie trudności z jakimi nauka określana jako Psychologia Eksperymentalna musi się uporać w czasie badań nad tajemnicami odbierania bodzców przez ludzki "system informatyczny". Wydaje się, że nauka ta jest tą dziedziną, w której starożytni się specjalizowali, co potwierdzają niektóre elementy budowli megalitycznych, czy wreszcie pozostałości starożytnych nauk oraz filozofii. O ile dziedzina ta początkowo interesowała bardziej fizjologów i fizyków niż psychologów (np. badano czy widok pokarmu może wywołać ślinienie się i w jakiej sytuacji), o tyle z czasem stała się formą eksperymentu introspekcyjnego zorientowanego na ludzkie uczucia, myśli i nastroje. Jednak nadal chodziło o to, by ustalić w jaki sposób i za pomocą jakich podniet można wpływać na człowieka.


Psychologia eksperymentalna jest nauką mogącą przynieść największe odkrycia oraz dokonać przełomu cywilizacyjnego, niesie ze sobą także wiele zagrożeń w dobie szaleństwa zmilitaryzowania wszelkich możliwych odkryć naukowych, mogłaby się stać (lub już dawno jest) dziedziną gdzie wojskowi głowią się nad tym jak zaprząc jej tajemnicze zjawiska do swoich celów. Współcześnie doświadczenia prowadzi się w wielu dziedzinach, takich jak: percepcja (odbiór świata za pomocą zmysłów), uczenie się i zapamiętywanie, motywacja i osobowość, psychologia społeczna, i patologiczna (choroby psychiczne). Nie wszyscy wiemy, że jednym z najgłośniejszych i zarazem najbardziej wstrząsających eksperymentów wszech czasów był eksperyment Miligrama. Dlaczego wstrząsających? Gdyż udowodnił on tezę, że każdy człowiek, nawet taki, który dąży do celów uważanych za szlachetne, może czynić zło w odpowiednich warunkach. Skądinąd znany jest także eksperyment więzienny Zimbarda, który zwykłych, inteligentnych studentów Uniwersytetu Stanford umieścił w otoczeniu więziennym. Młodzi mężczyźni podzieleni na grupę „więźniów” i „strażników” odgrywali swe role pod stałą obserwacją. Po sześciu dniach jednak musiano przerwać doświadczenie, gdyż wymknęło się ono spod kontroli. Jedni uczestnicy zaczęli przejawiać zachowania agresywne, inni zaś przechodzili załamanie nerwowe. Przykłady można mnożyć. Jednak wystarczy już spojrzeć na powyższe egzemplifikacje, żeby zrozumieć jak silny może być wpływ sytuacji społecznej. Eksperymenty psychologiczne, choć szokujące, często ujawniają prawdę o nas samych i skuteczniej niż teoria przenikają do naszych umysłów co ma znaczenie w omawianych tu pokrótce problemach.



Ludzkość nie rozumie, że nauka nie jest w stanie udzielić wyczerpujących odpowiedzi na stawiane przez nią pytania, ponieważ naukowe poznanie bazuje wyłącznie na tym, jak człowiek  postrzega rzeczywistość. Postawione pytanie: "Czy odbierany przez nasze zmysły świat jest interaktywny ?"  buduje pewien model odpowiedzi, który, jak się wydaje, odpowiada rzeczywistości powstającej w nas samych, w naszych wnętrzach. Wydaje się, że odkrycie istoty rzeczy jest ciężkie do ustalenia, ponieważ człowiek nie jest w stanie obiektywnie postrzegać świat go otaczający.

Dwa starożytne posągi z Ameryki południowej


Jeszcze Hew Everett (1930-1982) mimo oponujących temu postulatowi mechaniki klasycznej, dowiódł, że obserwacja dowolnego obiektu jest współdziałaniem zmieniającym zarówno stan obiektu, jak i stan obserwatora. Obserwator - to nie tylko człowiek, ale także dowolny system mechaniczny lub elektroniczny, biorący udział w uzyskiwaniu danych z eksperymentu. Cały proces badawczy jest zależny od właściwości obserwatora, od jego zmysłów postrzegania, które są ograniczone czasem, przestrzenią i prędkością. Teraz jest już nam znany fakt, że  materia - składnik gwiazd i substancji międzygwiazdowej, stanowi 4% Wszechświata. 25% stanowi ukryta substancja, pozostałą część stanowi tak zwana ciemna energia. Tak więc 95% materii Wszechświata stanowi dla nas nieznany, niepostrzegany przez nas obszar. To, co obserwujemy, nie możemy uważać za obiektywne. Znajdujemy się jako jednostki ludzkie w "jakieś rzeczywistości" tajemniczej !


 Czym w takim razie jest rzeczywistość ? W zachodniej filozofii istnieje hierarchia poziomów pojęć rzeczywistości, od subiektywnej i "rzeczywistości-zjawiska"(fenomenologia) przez obiektywną opisaną za pomocą faktów, aż do matematycznych modeli rzeczywistości wyrażanych za pomocą równań i aksjomatów (znanych z filmu Matrix). Inne podejście do rzeczywistości występuje we wschodnich filozofiach takich jak hinduizm i buddyzm. Rzeczywistość opisywana w nich jest za pomocą pojęć takich jak np. dharma, samsara i maja. Problemy w sprecyzowaniu znaczenia rzeczywistość, zaczynają się gdy chcemy opisać nasze codzienne sposoby orientowania się w niej, podczas "przenikania się" spraw ducha oraz świata materialnego.




Percepcja rzeczywistości wydaje się być znacznie bardziej skomplikowanym zagadnieniem, którego zgłębianie rodzi ogromną ilość pytań odnośnie naszego aparatu poznawczego. Jeśli nie mamy pojęcia co to jest materia, przestrzeń i czas to niezmiernie trudno będzie nam zrozumieć nasze miejsce w tym kosmosie. Dla wielu z was nie jest tajemnicą, iż starożytni byli bardzo zainteresowani geometrią, co miało swoje odbicie w ich pozostałościach budowlanych, a "starożytny Egipt" byłby w tym przypadku najlepszym przykładem.


Teoria poznania i percepcji rzeczywistości stawała się coraz bardziej skomplikowana w miarę rozwoju technologii. Mechanika kwantowa i związane z nią urządzenia odkrywają coraz to nowe wymiary pojmowania otaczającego nas świata. Rozumienie świata fizycznego jako obiektywnej rzeczywistości zastąpił pogląd Heisenberg'a. Według niego, rzeczywistość którą postrzegamy jest pośrednim obrazem, uzyskanym na drodze wzajemnego oddziaływania : obserwatora na rzeczywistość i rzeczywistości na obserwatora. Dokładniej, proces obserwacji sam w sobie zmienia obserwowane zjawisko.

o tym pisane było tutaj, zapraszam:

 Następnie, rewolucję w rozumieniu percepcji rzeczywistości wprowadził Einstein, który odkrył, że postrzeganie rzeczywistości nie przekazuje nam jej obiektywnego obrazu - względne postrzeganie czasu, przestrzeni i ruchu wskazują na brak możliwości obiektywnej percepcji.

Czym więc jest rzeczywistość? Czy zastanawialiście się kiedyś, jak ona faktycznie może wyglądać poza tym co odbieramy dzięki naszemu biologicznemu ciału ? Jak wyglądałaby gdybyśmy posiadali inaczej zbudowaną aparaturę naszych zmysłów ? Czy istnieje inny świat poza tym, którego doświadczamy naszymi zmysłami ?  Czy świat, który obserwujemy jest tylko indukowaną w nas projekcją naszych zmysłów,  przekazującą kształty, kolory, odległości, poczucie przestrzeni ? Przyzwyczailiśmy się utożsamiać otaczający nas świat z tym, co przekazują nam nasze zmysły.



GDZIE i CO powoduje, że maszyneria informatyczna naszych zmysłów odbiera rzeczywistość taką jaką obserwujemy ? "Skąd" się bierze coś, co pobudza nasze zmysły. Impuls bio-elektryczny (wibracja) jest przekazywana z każdego zmysłu do mózgu, gdzie tworzona jest interpretacja impulsów, a następnie jest ona "asymilowana" przez duszę, lub w zależności od filozoficznej interpretacji tworzony jest obraz świata, który odbieramy jako rzeczywistość. Na tą rzeczywistość składa się poczucie przestrzeni, czasu i ruchu. Jednak czy obraz rzeczywistości jest obiektywny? Co stałoby się, gdybyśmy mieli inne zmysły? Przecież, gdy jesteśmy chorzy nasz aparat dostarcza nam inne rodzaje impulsów, inne wrażenia są udziałem naszego postrzegania, a wraz z tym i świat wydaję się nieco odmienny. Jakie są rzeczy w sobie, tego nie wiemy i prawdopodobnie jeszcze długo nie dowiemy się. Nasze zmysły odbierają wrażenia, ale i te nie są nam bezpośrednio dane, lecz ujęte w czasoprzestrzenną formę wyświetlaną w czasie rzeczywistym wewnątrz nas (ale i to nie jest pewne, czy aby na pewno w nas?). Wydaje się, że czas i przestrzeń są niejako wbudowane w nasz aparat poznawczy, co było głównym odkryciem Immanuela Kanta, przyczyniającym się do rozwoju matematyki i fizyki.



Wiemy, że zwierzęta postrzegają świat inaczej. Węże postrzegają wizualnie temperaturę, owady widzą inne kształty, niektóre zwierzęta poruszają się niezwykle szybko i żyją krótko (percepcja czasu jest inna). Na tym etapie analizy percepcji wiemy na pewno, że niebo jest niebieskie, bo tak działają nasze sensory i nasz biokomputer czyli mózg, podobnie reszta naszej odbieranej rzeczywistości znajduje się w naszej głowie, a nie poza nią ! Problemem jest to w jaki sposób składają się te bodzce na to co jest postrzegane i rozumiane w formie występującej w nas rzeczywistości. Można to próbować przedstawić przez analogię do odbiornika telewizyjnego. Obrazy na ekranie zależą jednocześnie od: materialnych elementów odbiornika (na przykład mikrotubule układu nerwowego), dostarczanej energii (czyli impulsów elektrochemicznych nerwów) oraz niewidzialnej dla oka transmisji poprzez pole elektromagnetyczne (świadomość).

Na tej zasadzie słuszne wydaje się pytanie znanego badacza Ruperta Sheldrake'a o to gdzie znajdują się obserwowane na niebie chmury ? Czy są one w naszej głowie czy poza nią ? Jeżeli w głowie to co znajduje się poza fizyczną czaszką mieszczącą w sobie wyświetlany obraz chmur ?  Jest to prawdopodobnie pytanie o granice, bądz o to jak rozumiemy działanie naszego systemu percepcji, o to jak jest on skonstruowany i dlaczego jest tak skonstruowany ?


Problemem głównym w tym zagadnieniu jest pytanie o prawdziwy ogląd rzeczywistości, CO znajduje się "gdzieś" poza tym co dociera do naszych zmysłów,  pomiędzy "gdzieś" i "rzeczywistością" w jakiej żyjemy, jest wyraźna granica - nie mamy żadnego obiektywnego kontaktu z tym "czymś i gdzieś" na zewnątrz. Wszystko co wiemy o tym "czymś i gdzieś", to subiektywna interpretacja oddziaływań tego "czegoś" na nasze zmysły.


Gdyby nasze oczy miały trochę większy zakres postrzeganych fal, widzielibyśmy całkiem inny świat. Gdyby nasze zmysły byłyby skonstruowane inaczej, i gdyby nasz mózg interpretował bodźce na innej zasadzie, otaczająca nas rzeczywistość byłaby zupełnie inna. Być może nawet poza pojęciem przestrzeni, czasu i ruchu.

Mało tego, że postrzegamy całkowicie subiektywną rzeczywistość, to jeszcze nie postrzegamy jej w całości! Bo jak niby działają nasze zmysły? Na zasadzie podobieństwa wibracji. Postrzegamy bardzo ściśle określony zakres fal świetlnych, dźwiękowych, odczuwamy określony zakres oddziaływania dotykowego itd. Problem jest taki, że nie wiadomo nawet, jak małą część świata postrzegamy.



Nie ulega wątpliwości, że nie postrzegamy i nie odczuwamy wszystkiego. Wiemy to chociażby z obserwacji zwierząt - nieraz odczuwają i postrzegają znacznie większy zakres informacji, niż my. Ich postrzeganie jest oczywiście inne, równie subiektywne co i nasze. Na jakiej zasadzie w ogóle działają zmysły? Na zasadzie podobieństwa, zbieżności. Np. jak postrzegamy dźwięki? Fala dzwiękowa dociera do małżowiny usznej będącej swoistym radarem i dalej do skomplikowanego układu mechaniczno-płynnego (kowdełka-endo limfy), ruch ten dopiero wywołuje stymulację elektryczną płynacą nerwami do biokomputera mózgu zamieniając je w, no właśnie w co ?! w DOŚWIADCZENIE dzwięku ! Zauważcie państwo, że nie zachodzi tu bezpośredni kontakt z zewnętrznym światem ! Cały czas jesteśmy zamkniętym mechnizmem, który kreuje "subiektywną" rzeczywistość. Fala dźwiękowa nie wchodzi do ucha. Falę dźwiękową jak gdyby "tworzy" samo ucho! Możemy tylko przypuszczać, że na zewnątrz jest coś co przekazuje dzięki cząsteczkom powietrza impulsy powodującą taką, a nie inną reakcję bębenka w uchu.



Oczywiście, kiedy mówimy o świecie działającym z zewnątrz nas, mówimy czysto teoretycznie, bo nigdy się nie dowiemy, co znajduje się poza naszymi zmysłami - nie mamy możliwości odczuwania świata obiektywnie. Dlatego, kiedy używam słowa "rzeczywistość", mam na myśli "naszą wewnętrzną rzeczywistość" nasz Wewnętrzny kosmos jak go zwali starożytni mędrcy, starożytne szkoły czy pozostałości starożytnych nauk. Wydaje się, że obiektywna rzeczywistość nie istnieje, tak jak wydaje się, ze nie istnieje świat poza nami. To co nazywamy światem fizycznym, jest wyobrażeniem naszego mózgu, lub tego w jaki sposób działa. Jeżeli tak się sprawy mają z naszym oglądem rzeczywistości, to gdy, ktoś się pojawia w zasięgu naszego postrzegania, gdy zaczynamy rozmowę to jest to tylko projekcja tej osoby, a nie to kim naprawdę ona jest lub jaka na prawdę jest, nie musi to oznaczać wcale, że w ogóle nawiązałeś kontakt z zewnętrzną osobą!


Jaką masz pewność, że istnieją jacyś ludzie na zewnątrz? Przecież właśnie stwierdziliśmy, że obiektywnego kontaktu ze światem zewnętrznym mieć nie możemy ! Czy wiecie ile razy ktoś wyglądający na człowieka, a spotkany przez was gdzieś był Aniołem ? Zakładając, że istnieją cywilizacje tysiące lub nawet miliony lat bardziej zaawansowane niż my, nie ma powodu, żeby uznawać, że wciąż komunikują się one przy użyciu na przykład fal elektromagnetycznych. Możliwe, że jakieś nieznane nam jeszcze zjawiska fizyczne umożliwiają znacznie efektywniejszą komunikację (na poziomie świadomości lub zjawisk z nią związanych) Niektóre pomysły zakładają, że obce supercywilizacje lub supercywilizacja komunikowała się już wielokrotnie z ludzkością, ale za pomocą metod, których my nie wykorzystujemy i dlatego nie jesteśmy w stanie rozpoznać ich jako komunikacji. Przykładowo „sygnały” odbierane wyłącznie przez nielicznych ludzi mogą być postrzegane jako objawy zjawisk religijnych. Takie zjawiska mogłyby również być odnotowywane w religijnych tekstach (jako objawienia czy odwiedziny aniołów czy demonów, przypisywane im cuda oraz nadprzyrodzone, nadnaturalne zdolności byłyby odzwierciedleniem ich wysokiego poziomu moralnego, stany postrzegania innej, wyższej rzeczywistości mogłyby być kontaktem z jeszcze wyższą formą świadomości czyli Super Bytem).

 Kwadratowe "odwierty" starożytnych !



Czy na podobnej zasadzie nie doświadczali starożytni kontaktów z Aniołami ?

"...Odkryję przed wami całą prawdę, nie ukrywając niczego. Jużem wam objaśnił i powiedział: Piękną jest rzeczą zachowywać tajemnicę królewską, ale godną wszelkiej pochwały objawiać dzieła Boże.  A teraz: gdy ty i Sara modliliście się, ja przypomniałem błagania wasze przed majestatem Pańskim, a także, gdy grzebałeś zmarłych.  A kiedy nie wahałeś się wstawać i opuszczać swojego posiłku, i iść, i grzebać umarłego, ja zostałem posłany, aby cię wypróbować.  Równocześnie posłał mnie Bóg, aby uzdrowić ciebie i twoją synową Sarę.  Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański".  Na to przelękli się obaj, upadli na twarz przed nim i bali się bardzo.  I powiedział do nich: "Nie bójcie się! Pokój wam! Uwielbiajcie Boga po wszystkie wieki!  To, że byłem z wami, nie było moją zasługą, lecz było z woli Bożej. Jego uwielbiajcie przez wszystkie dni i Jemu śpiewajcie hymn!  <Widzieliście, że> nic nie jadłem, wyście tylko mieli widzenie.  A teraz uwielbiajcie Pana na ziemi i dziękujcie Bogu! A oto ja wstępuję do Tego, który mnie posłał. Opiszcie to wszystko, co was spotkało". I odszedł.  Oni podnieśli się, ale żaden nie mógł już go zobaczyć..." Księga Tobiasza 12:11





Wydawałoby się, że wchodzimy na teren abstrakcji, ale takie rozumowanie odnośnie naszej percepcji jest znacznie bliższe zdrowemu rozsądkowi. Pojawianie się Bytów Wyższych supercywilizacji w tej rzeczywistości nie musi wcale być rejestrowane przez nasze zmysły !

To w jaki sposób widzimy, słyszymy i czujemy otaczającą nas przestrzeń jest tylko przyzwyczajeniem mózgu do interpretacji bodzców docierających do niego.  Gdybyśmy mogli rzeczywiście uwolnić się od zmysłów ciała (włączając w to mózg), to prawdopodobnie przestalibyśmy istnieć w tej rzeczywistości ( moglibyśmy zniknąć prawdopodobnie także w obrazie innego człowieka na zasadzie łączności). Podczas normalnego funkcjonowania aparatury sensorycznej naszego ciała jesteśmy całkowicie uwięzieni w iluzji tworzonej przez biokomputer mózgu. Gdy jednak skomplikowana maszyneria sensoryczna wchodzi w stan snu pojawiają się inne stany świadomości, inna rzeczywistość. Nasz odbiór rzeczywistości jest tylko fragmentaryczny, jak wygląda i czym jest więc coś takiego jak realny świat fizyczny.



Nasz sytem nerwowy, inaczej układ somatyczny jest odpowiedzialny za kontakt ze środowiskiem zewnętrznym oraz szybkie reagowanie w przypadku zmian zachodzących wokoło nas. Jest to tylko i wyłącznie kontakt. Może być zniekształcony przez różne czynniki. Działanie tego układu podlega w dużym stopniu kontroli świadomości, jednak obecna nauka nie wie czym jest sama świadomość co kolejny raz komplikuje problem odbioru świata.



Człowiek nauczył się tworzyć maszyny odbierające bodźce, które nasze zmysły ignorują. Maszyny te potem kodują odebrane informacje w formę przyswajalną dla nas. I tak możemy "zobaczyć" ultrafiolet i promienie podczerwone, "usłyszeć" ultra i infradźwięki, itd.






Różne jednostki biologiczne subiektywnie odbierają realną rzeczywistość. Jest to bezpośrednią implikacją faktu, że żadna z żyjących na Ziemi istot nie została wyposażona w zmysły odbierające pełne spektrum istniejących bodźców. Dlaczego? Każda z istot biologicznych ma swoiste zaprogramowane w niej zdolności, każda została stworzona do wykonywania określonych jej zdolnościami zadań. Odbieranie, analizowanie, przetwarzanie i magazynowanie  ogromnej ilości danych wymagałoby niesamowitego ośrodkowego i obwodowego układu nerwowego. To zaś by powodowało, że taka istota miałaby ogromne wydatki energetyczne, co by jej utrudniało życie, bo np. musiałaby co pół godziny się pożywiać, żeby nie umrzeć.



Wróćmy na chwilę do badań nad tajemnicami starożytnych cywilizacji i ich kontaktów z wysoko rozwiniętą cywilizacją duchową. Moim zdaniem kierunek, w którym tamta ludzka cywilizacja się rozwijała był kierunkiem z dziedziny psychologii eksperymentalnej. Musieli oni zdobyć niezwykłą wiedzę o nich samych, o ich możliwościach,  o innym świecie, który ja nazywam innym wymiarem, napotkali w swoich badaniach Istoty Duchowe pochodzące z innej rzeczywistości, a wszystko to ma swoje odbicie w niezwykle tajemniczych opisach pozostawionych nam na setkach tysięcy glinianych tabliczek, czy manuskryptów. Dzisiejsze materialistyczne podejście do tych zagadnień cechuje się wypieraniem takich kontaktów z debaty naukowej, określając je mianem zabobonu czy urojeń. Dzisiejsza ewolucjonistyczna cywilizacja nie uznaje Super Bytu Duchowego jako realnie istniejącej żywej Istoty, nie wspominając nawet o uznaniu jej niezwykłych cudownych możliwości. Dzisiejsza nauka psychologii eksperymentalnej podąża śladami starożytnych mędrców, jednak jest to tylko dalekie naśladownictwo tego co już zostało w dalekiej przeszłości osiągnięte czyli do kontaktu z Super Bytem.

 Jedno z najdziwniejszych miejsc starożytnej technologii innowymiarowej, czyli Samaipata w Bolivi:
http://www.youtube.com/watch?v=TiUhzYN4cKY

Dzisiejsze eksperymenty z ludzkim postrzeganiem oraz sensoryką zmysłów są prowadzone często w tajemnicy. Jedną z głównych dostępnych nam metod jest tzw. deprywacja sensoryczna. Jest ona szczególnym stanem świadomości, w którym bodźce ze wszystkich naszych zmysłów, zostają ograniczone do minimum. Umożliwia to specjalnie skonstruowany kontener, w którym ochotnik zanurza się w 25 centymetrach roztworu soli MgSO4-7H2O o temperaturze skóry, czyli ok. 34,5 st. C. W celu jak najlepszej izolacji zmysłowej, należy dokładnie zamknąć się w takim pojemniku, odcinając się od źródeł światła i dźwięku. Naturalnie, nigdy nie osiągniemy stanu idealnej deprywacji sensorycznej, jednakże opisane komory umożliwiają ograniczenie napływających do nas w każdej sekundzie bodźców do minimum. Słyszymy jedynie własny oddech i szum krwi w uszach, przestajemy widzieć, odczuwać tarcie spowodowane kontaktem z ubraniem, przestajemy czuć siłę grawitacji, temperaturę powietrza i wody w której jesteśmy zanurzeni. Wszystko to sprawia, że mózg zostaje pozbawiony chaotycznych, niepotrzebnych wrażeń i zaczyna funkcjonować w sposób zupełnie nieprzewidywalny, zaciera się granica pomiędzy tym co wewnątrz nas a tym co na zewnątrz ! Komora deprywacji sensorycznej powstała w rezultacie badań nad hipotezą twierdzącą, iż podczas pozbawienia mózgu jakichkolwiek wrażeń zmysłowych, zwyczajnie zapadnie on w fazę snu. Uważano, że podczas zapadania w sen kolejne zmysły zostają wyłączane, co prowadzi do zmian w amplitudzie i natężeniu fal mózgowych. Faza czuwania byłaby więc fazą kontaktu ze światem, podczas gdy faza snu automatycznie pozbawiałaby nas tego kontaktu. Podczas badań nad całkowitą izolacją zmysłową mózg ludzki powinien więc, zgodnie z założeniami, zapadać w sen. Okazało się jednak, iż pozbawienie go większości doznań dostarczanych codziennie w normalnym życiu przynosi nieoczekiwany efekt - mózg pozostaje w dalszym ciągu świadomy, a stan w jakim badana jednostka się znajduje można określić jako wcale interesujący. Odkrywca komory deprywacji sensorycznej ,amerykański psycholog John C. Lilly, tak opisuje "nowe możliwości" związane z tym przyrządem:

[...]Skonstruowałem komorę deprywacji sensorycznej pracując w Narodowym Instytucie Zdrowia Psychicznego. Przy jej pomocy poczyniłem tyle odkryć, że bałem się napomknąć o nich reszcie psychiatrów, którzy uznaliby mnie chyba za wariata. Odkryłem, że komora deprywacji jest dziurą we wszechświecie świadomości, przez którą można patrzeć na całkowicie odmienną rzeczywistość. Było to naprawdę fascynujące, lecz przerażające zarazem[...]


Próba wyeliminowania jakichkolwiek zakłóceń płynących ze świata zewnętrznego, praktykowana jest w niemal każdej religii, dla której samorealizacja i eksploracja własnych możliwości stanowi podstawowy środek do osiągnięcia ponadcielesnego szczęścia. Choć więc zanurzenie w komorze deprywacji sensorycznej po części prowadzi do podobnych efektów co konsumpcja LSD (wydzielanie endorfin w mózgu), to jest to droga zdrowsza i zgodniejsza z naturą, bowiem oczyszczenie zachodzi wskutek zmysłowej ascezy, a nie wprowadzenia do organizmu substancji chemicznej. Doświadczenie duchowe jest wywołane bardziej naturalnie jako efekt działania świadomości. Na przykład wschodni mistycy, po wielu latach praktyk medytacyjnych oceniają wrażenia po kwasie, jako pokonanie zaledwie pierwszego stopnia na drodze do Satori (czyli do chrześcijańskiego otrzymania Ducha Świętego) Starożytni wbrew pozorom wiedzieli o tych zjawiskach więcej niż moglibyśmy przypuszczać. Najlepszym przykładem starożytnej mądrości jest urywek z Pisma Świętego, gdzie przedstawione zostało zjawisko "deprywacji sensorycznej świadomej". Jest to stan,  w którym człowiek dzięki nawiązaniu kontaktu z Super Inteligencją zdolny jest do świadomego rejestrowania podróży pomiędzy wymiarami, pomiędzy światami, jest to stan tylko podobny do wyżej wspomnianego choć działający na podobnej zasadzie, jest on tym co możemy nazwać jako najpełniejszy kontakt z Innym Wyższym istnieniem super cywilizacji duchowej.

"...Jeżeli trzeba się chlubić – choć co prawda nie wypada – przejdę do widzeń i objawień Pańskich. Znam człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty – czy w ciele – nie wiem, czy poza ciałem – też nie wiem, Bóg to wie – został porwany aż do trzeciego nieba.  I wiem, że ten człowiek – czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, <też nie wiem>, Bóg to wie – został porwany do raju i słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać..." 2 List do Kor. 12-1:4

proponuję ten oto tekst odnośnie tematy poruszonego w tym momencie:
http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/05/co-jest-grane.html



Prawdopodobnie świat przedpotopowy był całkiem inny od tego jak go sobie wyobrażamy. Ich cywilizacja gdzie występował podział na świat demonów, ludzi, półbogów i bogów był światem lepszego kontaktu ze Stwórcą i Jego Duchem, co miało odbicie w takich określeniach, ale i w prowadzonych wojnach pomiędzy tymi "istotami" Czy taki podział jest już tylko przeszłością ? Osobiście twierdzę, że w dzisiejszej rzeczywistości iluzorycznego świata ewolucji, ciągle jest potrzebny i aktualny. Powinniśmy się zastanowić, kto w "naszym świecie wewnętrznym jak i zewnętrznym" jest prawdziwym człowiekiem, do jakiego świata należymy ? Czy nasza cywilizacja jest ciągle zdolna do łączności z Wyższą Inteligencją Duchową ?

"...I rzekł Pan: Nie będzie przebywał duch mój w człowieku na zawsze, gdyż jest on tylko ciałem..." Biblia Warszawska, Księga Rodzaju 6:3
"...Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną..." Biblia Tysiąclecia,  Księga Rodzaju 6:3

Świat starożytnych cywilizacji charakteryzuje się wysokim czynnikiem dziwności. Ich obraz Wszechświata wydaje się daleko odbiegać od naszego zmechanizowanego i materialistycznego. Ich świat polegał na kontakcie z NATURĄ oraz ze Światem Ducha czy wreszcie z Najwyższą Istotą, co często można dostrzec w ich tajemniczych budowlach.


Obecnie dzięki badaniom niezależnych badaczy jak Brien Foerster czy L.A. Marzulli mamy szerszy dostęp do odkopywanych czaszek zapomnianej rasy "istot ludzkich" W przypadku kości czaszek z Peru i okolic należy zwrócić uwagę na częste występowanie uszkodzeń lub pourazowych zmian kośćca tych okazów archeologicznych.











Może to być efektem prowadzonych doświadczeń w dziedzinie starożytnej psychologii eksperymentalnej z użyciem środków halucynogennych. Osobiście jednak skłaniam się do teorii o zmianach genotypu tych istot w wyniku wcześniejszych manipulacji genetycznych wykonanych przez istoty pochodzące z innego świata. Ktoś kto spowodował ingerencję w DNA, nie brał pod uwagę zmian wywołanych globalnym potopem. Zmian w całej czasoprzestrzeni planety ! W jej energetycznym obrazie mogącym mieć związek ze świadomością istot humanoidalnych ją zamieszkujących. Defekty, powikłania energetyczne lub uszkodzenia narządów wewnętrznych, wywołane byłyby także niedostosowaną do świata popotopowego zaawansowaną nauką psychologii innych wymiarów obecną w świecie przedpotopowym dostosowanym naturalnie do takich prób.


 Objawiać się to mogło w częstych zmianach chorobowych tych "ludzi" i  obserwowanej sporej ilości przeprowadzonych trepanacji czaszek. Coś powodowało, że ilość wewnętrznych zmian chorobowych osobników "Nefilim" była znacząca.Wzrost czaszki człowieka trwa nie tylko podczas życia płodowego, ale także przez 6 następnych lat. Możliwości wzrostu szybko jednak maleją, szczególnie po skostnieniu łączno-tkankowych ciemiączek. Kto wie jakie zmiany wywołać mogła ingerencja genetyczna istot z innego świata, o innej budowie materialnej, lub co bardziej prawdopodobne, ingerencja w zapis genów okazała się po prostu igraniem z tzw. genetyczną puszką Pandory.  Nauka eksperymentalnej psychologii pochodząca z innego wymiaru mogła być także czynnikiem zmian chorobowych, których efektem końcowym były częste ingerencje chirurgiczne. Na wstępie została opisana ewentualność innego postrzegania rzeczywistości w przypadku posiadania innych zmysłów lub innej budowy układu nerwowego, to co się wyłania w związku ze starożytnymi budowlami megalitycznymi, to obraz tajemniczego postrzegania rzeczywistości przez ich projektantów i prawdopodobnie budowniczych. Odmienność genetyczna, czyli inna budowa na przykład mózgu prowadziła by do odmiennych stanów świadomości tych istot.


"Zgodnie z Mahabharatą asurowie na skutek powtarzających się klęsk w walkach z dewami i pozbawieni władzy i nieba zaczęli inkarnować się w ludzi z królewskich rodów (a dziś byśmy mogli powiedzieć, że w "elity"). Jako wcieleni i źli z natury bogowie (w liczbie wielu tysięcy) zaczęli szerzyć na Ziemi śmierć i zniszczenie." więcej w artykule "Starożytna niebieska materia"

Chrześcijaństwo jakiego nie znamy – o wojnie informacyjnej w Tv Trwam



Na zdjęciu góra Nebo, הַר נְבוֹ, Har Nəvō, Dżabal Nībū, z góry Nebo Biblijny Mijżesz miał zobaczyć Ziemię Obiecaną, do której nie było mu jednak dane wkroczyć razem z plemionami izraelskimi.

"...Mojżesz wstąpił ze stepów Moabu na górę Nebo, na szczyt Pisga, naprzeciw Jerycha. Pan zaś pokazał mu całą ziemię Gilead aż po Dan,  całą - Neftalego, ziemię Efraima i Manassesa, całą krainę Judy aż po Morze Zachodnie,  Negeb, okręg doliny koło Jerycha, miasta palm, aż do Soaru.
  Rzekł Pan do niego: "Oto kraj, który poprzysiągłem Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi tymi słowami: Dam go twemu potomstwu. Dałem ci go zobaczyć własnymi oczami, lecz tam nie wejdziesz". Tam, w krainie Moabu, według postanowienia Pana, umarł Mojżesz, sługa Pański.  I pochowano go w dolinie krainy Moabu naprzeciw Bet-Peor, a nikt nie zna jego grobu aż po dziś dzień. W chwili śmierci miał Mojżesz sto dwadzieścia lat, a wzrok jego nie był przyćmiony i siły go nie opuściły.." Księga Pow. Prawa 34:1

Proszę zwrócić uwagę kolejny raz, że ważne wydarzenia rozgrywają się na szczycie wzniesienia lub góry, o tym tajemniczym zjawisku wspominałem tutaj:
http://popotopie.blogspot.co.uk/2013/08/interpretacje-satelitarne-coraz-wiecej.html



Z psychomanipulacją, niestety, mamy do czynienia dosyć często. Niezależne media w tonie sensacji opowiadają nam o ludziach, którzy naiwnie „nabrali się" na obietnice wielu oszustów ze świata wykreowanego przez system śmierci. Wśród nich można spotkać znarkotyzowane gwiazdy muzyczne, filmowe, ale także polityków.
Nabieramy się na szczęście, które oferują nam "postacie" ze świata sztucznie wykreowanego. Jak się jednak potem okazuje, każdy musi po wyłączeniu TV doświadczać trudów i cierpień życia w tym kraju.

Psychomanipulacja to nieetyczne (bo posługujące się oszustwem) wywieranie wpływu na osobę lub grupę, stosowane w celu uzyskania korzyści materialnych (np. sprzedaż nieużytecznych towarów lub za wygórowaną cenę, wyłudzenie pieniędzy, darowizn) lub innych – psychicznych, fizycznych... (np. uwiedzenie, przejęcie władzy i kontroli nad drugą osobą czy całą grupą). Istnieje również psychomanipulacja paranormalna, a dokładniej wpływ demonów na wybrane jednostki.

Techniki psychomanipulacyjne stosowane przez TV, polityków i tajne grupy trzymające władzę to metody werbunku i przetrzymywania nowych członków, potocznie nazywane są „praniem mózgu". Częściej natomiast opisuje się je jako przejmowanie kontroli nad ludźmi. Ci, którzy się nimi posługują, już w założeniu chcą wykorzystać ludzi, do których je adresują. Izolują manipulowane osoby (fizycznie lub psychicznie) od wpływów „świata" poprzez kontrolę ich zachowania, informacji, które do nich docierają, myślenia i emocji. Największym narzędziem wywierania wpływu jest obecnie telewizja. Za pomocą kontroli doprowadza się masy do odpowiedniego włączania lub wyłączania emocji, myśli i innych stanów ducha czy psychiki.


Silny wpływ manipulujących autorytetów często związany jest z rozpoznaniem potrzeb „ofiary". Medialni spece od wpływu wiedzą, że Polacy są często biedni pod względem materialnym (a coraz częściej i duchowym) więc karmią ich różnym typem wabików. Dlatego ważną sprawą jest poznanie siebie – dobra znajomość swoich możliwości i słabości, pragnień i marzeń, ale także sprecyzowane cele życiowe oraz tak zwane „miejsce w świecie". Ci którzy już coś wiedzą na swój temat mogą przeprowadzić także doświadczenie duchowe w tym temacie. Czy jesteśmy na przykład zdolni iść w niedzielę na chrześcijańską mszę świętą ? Wielu zapewne nie dało by rady...(i nie jest to żart z mojej strony !)  Rozpoznanie niewidocznego często wpływu na nas pozwala uniknąć wmawiania nam kompleksów lub pragnień.
Z pewnością ważnym elementem obronnym przed wpływem ukrytych specjalistów medialnych, czy mało widocznych organizacji jest rozwój duchowy i moralny. Prawdziwa religijność (duchowość) nie jest magicznym sposobem myślenia. Jest związana z wszystkimi sferami bytu człowieka. Przejawia się w szacunku wobec godności osoby, przestrzeganiu praw, byciu moralnie świadomym, współczuciu innym, czego odmawia się obecnie człowiekowi. Mamy być przecież egoistyczni i singlowaci.

Jedną z cech postawy obronnej przed psychomanipulacją jest panowanie nad emocjami. Należy więc pilnować siebie, aby w stanie euforii (lub strachu) nie podejmować żadnych istotnych decyzji. Bardzo ważną rolę w naszym życiu, a także w obronie przed psychomanipulacją odgrywają więzy rodzinne i przyjacielskie, które tworzymy. Trzeba uważać na tych, którzy odciągają nas od rodziny i wmawiają, że są w stanie stworzyć nam idealną unijną wspólnotę opartą na pieniądzu i seksie bez granic.

Warto także pielęgnować w sobie tzw. „myślenie krytyczne”. Nie chodzi tu o postawę „krytykanta”, któremu wszystko się nie podoba i który zawsze ma swoje zdanie. Chodzi tu raczej o postawę badacza, który z otwartością poszukuje prawdy. Zachęca ona do poznawania różnych punktów widzenia sprawdzonych przez doświadczenia w obronie duchowej czy psychicznej.

Rozpoznanie zródeł ataków duchowych czy psychomanipulacji uzdalnia człowieka do rozpoznawania kłamstwa i nie pozwoli przyjmować jednostronnych zaleceń grupy trzymającej władzę nad poglądem o ewolucyjnej rzeczywistości. Dobrze jest zadawać jak najwięcej pytań i szukać różnych źródeł informacji o tym gdzie się znajdujemy i kto stworzył to wszystko dookoła nas ale i nas samych.
[...]Opowiedzieli mi pewne rzeczy z historii mojej rodziny, a także z mojego dzieciństwa. Jeden z nich powiedział mi coś, co mnie uderzyło, ponieważ zawsze sądziłam, że kiedy jest się zahipnotyzowanym, można powiedzieć o wszystkim, co się wie. Powiedziałam do siebie: "Po tym wszystkim poddam się hipnozie, aby opowiedzieć o tym, co mi się przytrafiło, żeby nikt nie myślał, że jest stuknięta". Słysząc tę myśl, odrzekł: "Możemy kontrolować nawet to". Odparłam: "W jaki sposób? Nie możecie kontrolować mojej świadomości tam, gdzie jest ona przechowywana". W odpowiedzi usłyszałam: "Możemy pozwolić ludziom pamiętać pewne rzeczy i blokować to, czego nie chcemy, aby pamiętali". Zapytałam zaskoczona: "Nawet pod wpływem hipnozy?" Odrzekł: "O, tak.Zaprogramowaliśmy w tym celu lekarzy, prawników, psychiatrów i programujemy ich na nowe rzeczy". Śledzą każdy nasz krok, co widać było po scenach z mojego dzieciństwa, które mi pokazali – samych najgorszych, nigdy przyjemnych. Na przykład tej, kiedy odcięłam sobie palec. Wiedzieli o tym, że stało się to w czasie jazdy rowerem. Kiedy byłam małą dziewczynką, jechałam na rowerze za moją siostrą i w pewnym momencie palec u nogi wkręcił mi się w szprychy, i został odcięty.[...]
Jeżeli chodzi o aspekt paranormalny psychomanipulacji lub niewidoczne wpływy demoniczne to proponuję państwu niezwykle ciekawy wykład znanego naukowca, trwa on tylko 10 minut:

Jak wprowadza się demona - dr Krajski o ukrytych działaniach Szatana





W poprzednich odcinkach tajemnic ludzkości opisałem i podałem przykłady jak starożytne, (prawdopodobnie przedpotopowe) fragmenty wiedzy nadludzkiej cywilizacji, dzięki starożytnym manuskryptom dotrwały do naszych czasów. Istnieje jednak Księga, która moim zdaniem przenosi coś bardziej istotnego niż zapomniane urywki opisów starożytnej technologii. Jest w niej ukryta wiedza, a zarazem świadomość, stan Ducha, Duszy i umysłu, to wszystko jest zawarte na kartach tej Świętej Księgi.

Z pewnością jej odczytanie musi się wiązać z wewnętrznym oświeceniem jednostki, która ma głębokie przeświadczenie o niezwykłości zawartych w niej treści. Ważnym aspektem odczytywania tej innowymiarowej Księgi jest jej duchowy język zapisany niezwykle dziwnym graficznie pismem w jakim została ona spisana przez natchnionych proroków. Księga ta jest tylko dodatkiem do Postaci Tego, o którym mówi ! Przechodzenie przez różne stany świadomości związane jest z interaktywnością rzeczywistości, oraz z informacją zawartą na jej stronicach. Księga ta jest uznana za Święte Zródło wiedzy przez wielu hinduskich braminów, jest ona przeznaczona do tego, by prowadzić ludzi, którzy osiągnęli już wysoki stopień duchowy, zawiera wszystkie duchowe stany, jakich człowiek doświadcza gdy ewoluuje jego dusza.



Księga ta dla tych, którzy nie posiadają żadnego duchowego osiągnięcia, odbierana i rozumiana jest jako zbiór różnorakich historii, alegorii i legend, mogących być interpretowanymi i postrzeganymi różnie przez każdego człowieka. Lecz dla tych, którzy są już na pewnym stopniu osiągnięcia duchowego, Święta Księga w jej oryginalnym języku jest praktycznym przewodnikiem do wewnętrznych działań, których człowiek dokonuje, aby głębiej odkryć wyższe stany rozumienia siebie, rzeczywistości oraz kontaktu z Wyższą formą Bytu. Musimy pamiętać, żę są ludzie "interpretujący" tą niezwykłą Księgę w całkiem błędny sposób, czy wręcz niedorzecznie.


By lepiej zrozumieć dalszy tekst proponowałbym by się zapoznać z tym wpisem:


W latach osiemdziesiątych Barbara Thiering, wykładająca na australijskim uniwersytecie w Sydney, ogłosiła, że zwoje z Qumran zawierają specjalny kod. W swej książce: "Jesus and the Riddle ofthe Dead Sea Scrolls", podobnie jak Eisenman, Baigent i Leigh utrzymywała, że mieszkańcy Qumran tworzyli wczesnochrześcijańską społeczność, co więcej, to oni byli jej zdaniem autorami dużej części Nowego Testamentu. Idąc za Allegro stwierdziła, że Ewangelie służyły im tylko za wehikuł dla przekazania tajemnych nauk, tymczasem ignoranci wzięli je dosłownie i tak powstało chrześcijaństwo. Według Thiering, ludzi, miejsc i wydarzeń w Ewangeliach nie należy brać dosłownie. Na przykład Jan Chrzciciel to zakamuflowany wódz qumrańczyków zwany Nauczycielem Sprawiedliwości. Jezus zaś to nikt inny, jak wspomniany w zwojach Nikczemny Kapłan (sic!). Przy pomocy swego „kodu" Thiering wczytała w Ewangeliach, że, Jezus" urodził się w królewskiej rodzinie kapłańskiej esseńczyków, gdzie spędził młodość. Ochrzczony przez Jana Chrzciciela naraził się esseńczykom, gdy zaczął używać tytułu króla i kapłana, ubierając się w strój arcykapłana. „Jezus" miał według Thiering 3-letni romans z Marią Magdaleną która urodziła mu dwoje dzieci, po czym się rozwiedli, aby , Jezus" mógł związać się z Lydią sprzedawczynią purpury. W 33 roku przybył do Qumran, aby uwolnić Szymona Maga. Mieszkańcy Qumran rozczarowani, że jego wjazdowi nie towarzyszą cuda, wydali go Piłatowi, który kazał go ukrzyżować w Qumran z Szymonem Magiem i Judaszem Iskariotą! W ostatniej chwili zmieniono tę karę na pogrzebanie w ąumrańskiej Grocie.  "Jezus", który wcześniej przyjął jad węża, aby nie cierpieć na krzyżu, był tylko nieprzytomny, toteż przyjaciele wyciągnęli go półżywym z grobowca i przywrócili życiu. W 58 roku ów, "Jezus" znów zawitał do Jerozolimy. Potem towarzyszył apostołowi Pawłowi w jego podróżach misyjnych, zaś po śmierci Piotra i Pawła zniknął ze swoją rodziną. Według Thiering ostatni raz widziano go w sędziwym wieku w Rzymie czy też południowej Francji. Zamiast wchodzić w szczegóły metody interpretacyjnej dr Thiering, posłużmy się jednym przykładem z jej książki, aby każdy mógł sam zobaczyć na czym polega jej „kod". Jako przykład weźmiemy znaną wszystkim przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym (Łk. 15:11-32). Według Thiering, ojciec w tej przypowieści był esseńczykiem Szymonem, tym samym, który pobłogosławił maleńkiego Jezusa w świątyni (Łk.2:25). Jego młodszy syn to Teodas, wspomniany w Biblii przywódca rebeliantów (Dz.5:36), a zarazem Tadeusz, jeden z apostołów.

Starszym synem z przypowieści był Juda Zelota, zaś tłustym cielcem, którego ojciec kazał ubić, aby uczcić powrót syna marnotrawnego, był Herod Archelaos, potomek Heroda Wielkiego. Powrót Tadeusza, syna marnotrawnego, z dalekiej podróży (rzekomo z Egiptu) do swego ojca, ma według „kodu" znaczyć, że przebudował on Qumran na fortecę i wpłynął na esseńczyków, aby przyjęli kobiety do swej społeczności. Tam zaś, gdzie Ewangelia mówi, że młodzieniec roztrwonił pieniądze

na hulanki, według jej „kodu" chodziło o zakup broni do walki z Rzymianami. Metoda dr Thiering ma więcej wspólnego z Alicją w krainie czarów niż z Ewangeliami. Opiera się na prywatnej interpretacji Pisma Świętego i zmyślonym kodzie. Nic w Nowym Testamencie nie sugeruje, żeby jego autorami byli esseńczycy. Jedynym dowodem, jaki Thiering oferuje na potwierdzenie swej ekstrawaganckiej interpretacji, jest rzekoma logika jej rekonstrukcji Ewangelii (sic!). Dr Thiering uznała, że nie może przyjąć opisanych w Ewangeliach zjawisk nadprzyrodzonych, jak np. narodziny Jezusa z panny, czy Jego

zmartwychwstanie. Zmusiło ją to, jak wcześniej wielu innych krytyków Biblii, do szukania racjonalistycznej interpretacji opisanych tam wydarzeń. Sądzę jednak, że osobom racjonalnym trudniej uwierzyć w powyższe pseudonaukowe fantazje, niż w opisane w Ewangeliach cuda.






Edgar Cayce, niezwykle ceniony w kręgach New Age jako medium, zapowiedział wiele lat temu, że zwoje potwierdzą jego objawienia. Według niego Jezus, Jan Chrzciciel i wszyscy autorzy Nowego Testamentu byli esseńczykami. Nic dziwnego, że gdy w dwa lata po jego śmierci odkryto zwoje w Qumran, zwolennicy Cayce'a byli przekonani, że mają dowód potwierdzający wielkość ich wieszcza. Ponad pół wieku badań nad zwojami z Qumran nie potwierdziło jednak treści objawień Cayce'a o Jezusie. Przeciwnie, wykazały, że większość jego proroctw to banialuki. Edgar Cayce i Levi Dowling twierdzili, że ich objawienia pochodzą z duchowego (spirytystycznego) źródła zwanego Akaszyckim Zapisem,

dostępnego jedynie podczas transu. Zawiera on rzekomo kompletny i wierny zapis wszystkich ludzkich czynów, myśli i emocji, a zatem całe dzieje ludzkości. Mimo że Cayce i Levi Dowling mieli rzekomo przystęp do tego wiernego źródła, obaj nie tylko przeczą sobie nawzajem w istotnych szczegółach, ale ich objawienia zawierają niemało błędów historycznych! Na przykład zgodnie z Ewangelią Wodnika Herod Antypas był rządcą w Jerozolimie, podczas gdy faktycznie zarządzał Galileą.

Według tego objawienia Jezus odwiedził wschodnie miasto Lahore, a ono powstało dopiero w XVII wieku! Wszystko to budzi poważne zastrzeżenia, co do wiarygodności spirytystycznego źródła, z którego

Cayce i Dowling czerpali swoje natchnienie. Prześledźmy kilka szczegółów dotyczących Jezusa w ich objawieniach, a przekonamy się, że są sprzeczne z Ewangeliami, a nawet ze sobą nawzajem, że nikt rozsądny nie powinien im ufać. W Ewangelii Wodnika książę Ravanna prosił rodziców Jezusa, aby mógł zabrać Go ze sobą do Indii. Jezus uczył się rzekomo wed hinduskich w świątyni Jagganat, a magii i psychotroniki w Persji i Egipcie. Z kolei według objawień Cayce'a, Jezus szkolił się u esseńczyków pod

kierunkiem niewiasty o imieniu Judyta, która posłała go później do Persji i Indii, aby zgłębił tam astrologię i inne formy okultyzmu. Także okoliczności śmierci Jezusa w każdym z tych objawień są inne.

Przywodzi to na myśl afrykańskie przysłowie:„Zmyślona historia ma siedem zakończeń".

Nawet wielu chrześcijan ekscytuje się wyssanymi z palca sensacjami o pobycie Jezusa na Wschodzie, nie biorąc pod uwagę implikacji, jakie pociągają one za sobą. Ron Rhodes napisał: „Pogląd, że Jezus udał się w młodości na Wschód, podtrzymywany przez Mikołaja Notowicza, Levi Dowlinga, Edgara Cayca i wielu zwolenników New Age, gdyby był słuszny, miałby poważne reperkusje dla chrześcijaństwa. Jeśli byłoby prawdą, że Jezus był zwykłym człowiekiem, który stał się „Chrystusem" w rezultacie szkolenia na Wschodzie, wówczas prawdą byłyby także następujące stwierdzenia: (1) Jezus nie jest Bogiem; (2) Nowy Testament nie jest wiarygodnym źródłem, skoro twierdzi, że Jezus jest Bogiem i Zbawicielem ludzkości; (3) chrześcijańska nauka, że Chrystus jest jedyną drogą do Boga, byłaby fałszywa."







 Co Jezus robił między dwunastym a trzydziestym rokiem życia? Dlaczego Ewangelie nie poświęcają miejsca temu okresowi Jego życia? Odpowiedź na to drugie pytanie jest prosta: Ewangelie koncentrują się na trzyletniej służbie mesjańskiej Jezusa, a mimo to i tak obejmują zaledwie część nauk i wydarzeń z tego okresu (J.21:25). Co zaś tyczy się owych „brakujących" osiemnastu lat, Nowy Testament

podsumowuje je słowami:, Jezusowi zaś przybywało mądrości i wzrostu oraz łaski u Boga i u ludzi" (Łk.2:52). „Dlaczego młodości Jezusa poświęcono w Biblii tylko jedno zdanie?", zauważmy, że powyższy cytat sumujący Jego młodość nie zawiera aluzji do podróży na Wschód. 





Wiele światła na to, jak Jezus spędził młodość, rzuca pewien epizod z początku Jego służby, gdy Jezus liczył sobie około 30 lat. W Nazarecie poproszono Go w synagodze do odczytania Pisma. Jezus rozwinął zwój Izajasza i bez szukania odnalazł potrzebny fragment (Łk.4:17). Dowodzi to wyśmienitej znajomości Starego Testamentu, gdyż w starożytnych zwojach trudno było znaleźć poszukiwany tekst: wersety były nieponumerowane, zdania

pozbawione znaków interpunkcyjnych, pisano bez przerw między słowami, nie mówiąc o tym, że pismo hebrajskie nie miało samogłosek. 





Odszukanie w długim zwoju Izajasza jakiegoś wersetu było więc trudnym zadaniem nawet dla kogoś zaznajomionego z jego treścią. W swej młodości Jezus musiał spędzić wiele czasu studiując Pismo, skoro znał je aż tak dobrze. Do tego odnosi się tekst z Nowego Testamentu, który mówi, że w dzieciństwie Jezusowi przybywało mądrości i wzrostu w łasce u Boga i łudzi (Łk.2:52). Zawód Jezusa wskazuje, że spędził swoją młodość w Nazarecie. W tych czasach ojciec przyuczał syna do swego zawodu od dzieciństwa. Zauważmy też, że Jezus znany był w Nazarecie nie tylko jako „syn cieśli" (Mt.l3:55), lecz i jako „cieśla"! (Mk.6:3).






 Dowodzi to, że przed rozpoczęciem swej służby mesjańskiej w wieku 30 lat, Jezus pracował i był znany jako cieśla w Nazarecie. Późniejsze wypowiedzi Jezusa potwierdzają dobrą znajomość tego fachu (Łk.6:48-49; 14:28-30). Justyn

Męczennik, który żył na przełomie I i II wieku napisał, że Józef specjalizował się w wyrobie drewnianych jarzem i pługów, w czym pomagał mu Jezus, a jakość ich produktów była tak dobra, że niektóre były w użyciu jeszcze w połowie II wieku!



 Gigantyczne bloki skalne znajdujące się w podziemiach świątyni Biblijnego Heroda




Wiele osób patrzących na współczesny świat ogarnia rozpacz wobec szerzącego się zła, przemocy, wojen, kataklizmów. Tej rozpaczy towarzyszy poczucie bezsilności, przekonanie, że nic nie można zrobić, niczego polepszyć. Czy tak jest faktycznie? Nie.

     Posiadamy potężny środek zdolny przemienić świat, dlatego nie jesteśmy bezsilni. Środkiem tym jest modlitwa połączona z ofiarą, z wyrzeczeniem oddanym w ręce Miłosiernej Super Istoty, Stworzyciela Świata !



Nasze czasy cechuje niezwykły dynamizm, pęd do tworzenia, zdobywania, zachłystywania się ogromnymi możliwościami, które nigdy wcześniej nie były tak rozległe i porywające. Nowe technologie prześcigają się w wyścigu zmierzającym do podniesienia efektywności, produktywności czy zmniejszenia trudów codziennego życia. Nauka i technika pędzi do przodu w niewyobrażalnym jak dotąd tempie (czy aby w odpowiednim kierunku?). Zwłaszcza w ostatnich dwóch wiekach człowiek przeżywa intensywnie „boom” twórczego rozwoju swego potencjału. Ma wrażenie, że tak wiele od niego zależy.
To w gruncie rzeczy pozytywne przyspieszenie cywilizacyjne odciska się jednak poważnie na kształcie naszej codzienności. Dawniej wydawało się, że otaczająca nas przyroda to coś niezmiennego, nienaruszalnego, to przestrzeń szczególnie zarezerwowana Bogu. Dzisiaj rozluźniają się nasze ścisłe związki z naturą. Nie jest ona w pierwszym rzędzie naszą żywicielką, niezbadaną sferą tajemnicy, ale często służy nam jedynie jako miejsce ucieczki przed zgiełkiem świata, przed stresem i męczącą nas obecnością ludzi. Nadto mamy o wiele więcej środków do tego, aby w sposób sztuczny kreować i wzbudzać w sobie bogatą paletę przeżyć, stymulować się różnymi bodźcami, karmić swoją wyobraźnię potokiem słów i pstrokacizną obrazów, które dają nam przynajmniej chwilowe poczucie pełni, życia na wysokich obrotach i rodzą w nas dreszczyk emocji, postrzegany jako ekwiwalent duchowego doświadczenia.


Cała bieda i bogactwo świata wciska się do naszych domów i serc drzwiami i oknami. Wystarczy włączyć telewizor czy zajrzeć do Internetu, by w jednej chwili poczuć się obywatelem całego świata, doświadczyć jakoś cierpień i tragedii ludzkości opętanej materialistycznym podejściem do własnej egzystencji. Wszystko dostępne jest na wyciągnięcie ręki, często nie trzeba nawet ruszać się z domu. Wystarczy zasobny portfel czy konto w banku, a niemal każde nasze życzenie może być spełnione na zawołanie. Przyślą nam książki, przywiozą jedzenie, sklep sam przyjdzie do nas. Jednym słowem: człowiek może dzisiaj bardzo wiele.

Tych przykładów jego „wszechmocy” można by przytaczać wiele. Chcę jednak zwrócić uwagę na jedno: żyjemy w cywilizacji „robienia” i „dawania”, która coraz bardziej niweczy postawę „przyjmowania”, darmowości i dobrze pojętej bezczynności. Nawet jeśli „dajemy” to często w tym celu, aby jeszcze więcej „otrzymać”, jednak nie tego, co rzeczywiście przyczyniałoby się do naszego wzrostu, ale tego, co utwierdza nas w poczuciu niezależności i samowystarczalności. Horyzont tajemnicy w naszym życiu zawęża się gwałtownie, bo tajemnica może być tylko przyjmowana, a nie „wyprodukowana” wysiłkiem człowieka. Jeśli człowiek szuka do niej dostępu, to często zaczyna najpierw od siebie, bo wydaje mu się, że w swej wewnętrzności znajduje już wszystko, co może zaspokoić jego najgłębsze pragnienia.


Świadomość rosnącej autonomii człowieka i odpowiedzialności za świat przekłada się także na nasz stosunek do wiary i życia duchowego. Religia wycofuje się ze swych „tradycyjnych” przyczółków, uchodzi w cień lub przeobraża w niespotykane dotąd formy. Skoro człowiek w tak wielu dziedzinach życia niejako stwarza sam siebie, samodzielnie tworzy swoje człowieczeństwo (często tak mu się niestety wydaje), co więcej musi ciągle dotrzymywać kroku przekraczającym go wymaganiom wolnego rynku, wydajności, aktywności, działania produktywnego, złożoności świata, to czy modlitwa może mieć dla niego jeszcze jakieś decydujące znaczenie?



 Czy ten nowy model budowania świata nie przeniknął tak dalece do naszych serc, iż modlitwa zdaje się być bezużyteczną aktywnością, formą „wygodnego” odrywania się od konkretnych obowiązków czy złudną rekompensatą frustracji życia codziennego?
Trzeba przyznać, że dzisiejsza sytuacja świata i człowieka, jako pochodna gwałtownych przemian społecznych, gospodarczych, naukowych i technicznych z jednej strony wymaga od wierzących przeobrażenia formy, oraz pogłębienia roli i celu modlitwy.



 Z drugiej strony niebezpiecznym byłoby zupełne zerwanie ciągłości z przeszłością, porzucenie cennych skarbów duchowej tradycji świata i tego co dziś zwie się Kosciołem chrześcijan. Zachowanie napięcia między nowoczesnością a tym, co już było „kiedyś”, także w odniesieniu do modlitwy, świadczy o naszym „być” lub „nie być” w tej rzeczywistości, o tajemnicy kontaktu z Wyższą Istotą. Stoimy dzisiaj przed wyzwaniem szukania pomostu pomiędzy tym, co w każdym czasie było i jest nieodzowne dla podtrzymania żywotności życia duchowego, a tym, co jest uwarunkowane epoką, w której przychodzi nam żyć.


Dla chrześcijan najwyższą normą i obrazem modlitwy jest modlitwa Jezusa. W zasadzie niewiele wiemy na temat tego, jak Chrystus się modlił, poza tym, że się modlił długo. I raczej częściej widzimy Go jako kogoś całkowicie pochłoniętego przez swoją misję, niż co rusz zatopionego w niekończących się modlitwach. Ewangeliści wspominają o długiej modlitwie Jezusa szczególnie w decydujących momentach Jego życia (pobyt na pustyni, wybór postołów, Ogrójec). Ale wiemy także, że Jezus był Żydem, chodził do synagogi, uczył się Psalmów i Proroków, rozważał Słowo Boże.
Nam pozostawił modlitwę „Ojcze nasz”, która  jest streszczeniem całej Ewangelii – ale także zawiera wszystkie najważniejsze elementy chrześcijańskiej modlitwy.


„Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6, 8b-15).

Teoria ewolucji to wielke zwiedzenie ludzkosci - dr Thomas Kindel






Poniżej bardzo interesujący film, polecam. język angielski.



Nowy odcinek z tematyką Gigantów, Steve Quayle...:

Genesis 6 Giants with Steve Quayle


Published on Oct 9, 2013
Gary and Steve Quayle discuss the existence of giants. Are they real? Do they exist today?



Dla tych co znają język angielski polecam audycję z udziałem L.A. Marzullim, opowiada historę swojego życia i wiele innych niezwykłych rzeczy, to wszystko w języku angielskim, może kiedyś ktoś zacznie tłumaczyć te niezwykłe audycje dla odbiorców w Polsce. Marzulli był kilka lat uczniem hinduskiego "mistrza", był zaangażowany we wschodni mistycyzm, jednak coś się wydarzyło co odmieniło jego życie. W audycji znalazło się wiele informacji o jego najnowszym filmie "Watchers 7", zapowiada się bardzo interesująco...

http://extraordinaryintelligence.com/beyond-extraordinary-ep-8-conversation-l-marzulli/

Zwiastun "Watchers 7"




3 komentarze:

  1. Dobry i ciekawy Post.

    Opublikowałem go na swoim blogu, ( bez zgody Autora ) niestety nie mam namiarów na @ do autora więc nie pytałem o zgodę.

    Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie teksty mogą być rozpowszechniane bez zgody, jeżeli ktoś jest na tyle uprzejmy to proszę podać tylko zródło, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. tak jako ciekawostka,Anna Katarzyna Emmerick opisując swoje wizje również uważała iż Jezus pochodził ze społeczności esseńczyków, Matka Jana była krewną Maryi więc Jan też musiał być Esseńczykiem. Najciekawsze jest to że Anna Katarzyna żyła w czasach kiedy nie było komputerów, informacje nie były tak dostępne a zwoje z Qumran jeszcze sobie spokojnie leżały w grobowcu. Ja osobiście wierze w jej wizje. A co do tego satanisty co to niby przewidział iż jezus był esseńczykiem, to należy pamiętać że zły lubi mieszać prawdę z kłamstwem, chocby po to by przekonać do siebie swoich zwolenników lub ludzi którzy podświadomie nie lubą Boga i jego Syna. Tacy ludzie czepią się tej jednej prawdy jako dowodu na prawdomówność i wmawiają nam resztę bzdur.

    OdpowiedzUsuń